-Ty na pewno tego chcesz?-zapytał gdy wyjechaliśmy zza zakrętu prowadzącego do szkoły.
-Czego?-zapytałam.
-Tego balu. Spędzenia kilku godzin z Harry'm. Ja się martwię, że on Cię może skrzywdzić.
-On mnie nie skrzywdzi. Jest wredny i mnie nienawidzi, ale ja wiem, że gdzie tam w środku... Bardzo głęboko w środku jest w nim trochę dobra. Chociaż odrobinę.
-Wiesz, że ryzykujesz przyjaźń z Natalie?-zapytał kiedy zamykaliśmy drzwi od jego samochodu.
-Tak, Louis. Wiem.-westchnęłam.-Ja i Harry obiecaliśmy sobie, że po tym balu zapomnimy o sobie.
-Wy ze sobą rozmawiacie?-zdziwił się.
-Rozmawialiśmy, gdy szliśmy do dyrektora.-weszliśmy na korytarz, gdzie panował chaos przed balem. Kątem oka spojrzałam na Harry'ego, który, który również na mnie spoglądał. Bezwładnie spuściłam wzrok i ruszyłam w stronę swojej szafki. Wyciągnęłam książki od języka polskiego i poszłam do klasy, w której odbywały się zajęcia.
-Hej.-przywitałam się z Justin'em.
-Cześć Mel.-uśmiechnął się.
-Jak przygotowania do balu? Tak w ogóle z kim idziesz?
-Dosyć dobrze. Z... Idę z Julie.
-Powodzenia chłopie.-poklepałam go po ramieniu, a do klasy wszedł wykładowca.
-Dzień dobry młodzieży. Otworzycie zeszyty i zapiszecie temat: "Warto pomagać chorym dzieciom." Zapisane?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziała cała klasa.
-Waszym dzisiejszym zadaniem jest rozwinięcie wypowiedzi z tematu. Wszyscy zrozumieli?
-Tak.
* * *
Była 4.30pm. nalałam wody do wanny i wzięłam gorącą kąpiel. Gdy wyszłam z wanny zaczęłam lokować włosy, a gdy skończyłam to robić polakierowałam je, aby wytrzymały chociaż do połowy balu. Oczy podkreśliłam kredką i tuszem do rzęs. Pomalowałam paznokcie na czarno i poczekałam gdy lakier wyschnie. Gdy to się stało ubrałam sukienkę i założyłam czarne szpilki, a potem zeszłam na dół. Mama weszła do domu i zmierzyła mnie wzrokiem.
-Ładnie wyglądasz.-powiedziała.
-Dziękuję.-w tym momencie zadzwonił dzwonek.
-Możesz ty otworzyć?-zapytałam i wbiegłam do kuchni. Matka otwarła drzwi, a ja usłyszałam łagodny, ale jak zawsze zachrypnięty głos Harry'ego.
-Dobry wieczór, przyszedłem po Melisę.
-Już wołam.-odpowiedziała moja rodzicielka.-Melisa!-wyłoniłam się z kuchni, a Harry się lekko uśmiechnął. Co? On do mnie? Podeszłam do niego, a on wyciągnął zza siebie czarnego kwiatka na gumce i założył mi go na rękę.
-Skąd wiedziałeś, że czarny?-zapytałam.
-Przeczucie.
-Pa mamo.-powiedziałam wychodząc. Harry wysiadł do samochodu, a ja zaraz za nim. Miałam cichą nadzieję, że może otworzy mi drzwi, ale czego można spodziewać się po Harry'm. Włączył radio, a z głośników zaczęła wydobywać się melodia znanego mi zespołu.-The Fray. Odruchowo wyciągnęłam dłoń w stronę czarnego radia, aby przekręcić "guzik" i lepiej wsłuchać się w piosenkę.
-Nie dotykaj.-warknął Harry. Moja ręka w ułamku sekundy znalazła na kolanie. Styles uśmiechnął się pod nosem z mojego zażenowania i podgłośnił radio.
-Dziękuję.-powiedziałam bezgłośnie.Gdy dojechaliśmy do szkoły i wyszliśmy z samochodu zaczęłam się poprawiać co Harry'ego rozbawiło.
-Chodź.-mruknął gdy ostatni raz przegarnęłam włosy. Szłam dobry kawałek od Harry'ego, ale on się do mnie przysunął.
-Zachowujmy się normalnie, co?-zapytał zdezorientowany.
-Jeżeli będziesz potrafił.-prychnęłam.
-Wiesz, że potrzebuję tych pieniędzy, więc...
-Więc Melisa ma grać tak jak jej zagra Harry Styles, ponieważ on nie opłaci domu. Bla, bla, bla...-przerwałam mu w trakcie zdania.
-Imiona i nazwiska, proszę...-powiedział do nas nieznany wysoki brunet, gdy stanęliśmy przed salą gimnastyczną.
-Harry Styles i...
-Melisa Angel.-znowu mu przerwałam.
-Jest Harold Styles, ale nie Harry.
-To jest to samo ułomie.-warknął Harry. Przyznam, że ta cała zaistniała sytuacja mnie bardzo rozbawiła, więc czekałam kiedy brunet wyda bilety i będziemy mogli płacić, ponieważ nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Meliso proszę od Ciebie dwadzieścia funtów i od Ciebie Harry.-powiedział chłopak. Harry wyciągnął dwie dwudziestki.
-Za nas obu.-słowa obiły mi się kilka razy o uszy. Lekko go nadepnęłam, co zauważył brunet i uśmiechnął się przenikliwie. Weszliśmy na sale gimnastyczną, a ja od razu na niego napadłam.
-Co to miało znaczyć?-zapytałam na tyle cicho, aby tylko on mógł to usłyszeć.
-Co?
-Przecież to jest całkiem normalne, że płacisz za dziewczynę, której nienawidzisz. Najlepiej zróbmy sobie fotkę i wrzućmy na jakiś portal społecznościowy z dopiskiem "Forever".
-Dziewczyno, wytrzymaj ten jeden wieczór. Mam swoje humory tak samo jak ty i musisz to przez te kilka godzin akceptować.
-Przepraszam...-usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików i jak zwykle zaczęliśmy na siebie warczeć.
-Skąd wiedziałeś, że czarny?-zapytałam.
-Przeczucie.
-Pa mamo.-powiedziałam wychodząc. Harry wysiadł do samochodu, a ja zaraz za nim. Miałam cichą nadzieję, że może otworzy mi drzwi, ale czego można spodziewać się po Harry'm. Włączył radio, a z głośników zaczęła wydobywać się melodia znanego mi zespołu.-The Fray. Odruchowo wyciągnęłam dłoń w stronę czarnego radia, aby przekręcić "guzik" i lepiej wsłuchać się w piosenkę.
-Nie dotykaj.-warknął Harry. Moja ręka w ułamku sekundy znalazła na kolanie. Styles uśmiechnął się pod nosem z mojego zażenowania i podgłośnił radio.
-Dziękuję.-powiedziałam bezgłośnie.Gdy dojechaliśmy do szkoły i wyszliśmy z samochodu zaczęłam się poprawiać co Harry'ego rozbawiło.
-Chodź.-mruknął gdy ostatni raz przegarnęłam włosy. Szłam dobry kawałek od Harry'ego, ale on się do mnie przysunął.
-Zachowujmy się normalnie, co?-zapytał zdezorientowany.
-Jeżeli będziesz potrafił.-prychnęłam.
-Wiesz, że potrzebuję tych pieniędzy, więc...
-Więc Melisa ma grać tak jak jej zagra Harry Styles, ponieważ on nie opłaci domu. Bla, bla, bla...-przerwałam mu w trakcie zdania.
-Imiona i nazwiska, proszę...-powiedział do nas nieznany wysoki brunet, gdy stanęliśmy przed salą gimnastyczną.
-Harry Styles i...
-Melisa Angel.-znowu mu przerwałam.
-Jest Harold Styles, ale nie Harry.
-To jest to samo ułomie.-warknął Harry. Przyznam, że ta cała zaistniała sytuacja mnie bardzo rozbawiła, więc czekałam kiedy brunet wyda bilety i będziemy mogli płacić, ponieważ nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Meliso proszę od Ciebie dwadzieścia funtów i od Ciebie Harry.-powiedział chłopak. Harry wyciągnął dwie dwudziestki.
-Za nas obu.-słowa obiły mi się kilka razy o uszy. Lekko go nadepnęłam, co zauważył brunet i uśmiechnął się przenikliwie. Weszliśmy na sale gimnastyczną, a ja od razu na niego napadłam.
-Co to miało znaczyć?-zapytałam na tyle cicho, aby tylko on mógł to usłyszeć.
-Co?
-Przecież to jest całkiem normalne, że płacisz za dziewczynę, której nienawidzisz. Najlepiej zróbmy sobie fotkę i wrzućmy na jakiś portal społecznościowy z dopiskiem "Forever".
-Dziewczyno, wytrzymaj ten jeden wieczór. Mam swoje humory tak samo jak ty i musisz to przez te kilka godzin akceptować.
-Przepraszam...-usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików i jak zwykle zaczęliśmy na siebie warczeć.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz