21 maj 2014

Forever. Chapter 8.

Jak zwykle Louis pocałował mnie w policzek.
-Ty na pewno  tego chcesz?-zapytał gdy wyjechaliśmy zza zakrętu prowadzącego do szkoły.
-Czego?-zapytałam.
-Tego balu. Spędzenia kilku godzin z Harry'm. Ja się martwię, że on Cię może skrzywdzić.
-On mnie nie skrzywdzi. Jest wredny i mnie nienawidzi, ale ja wiem, że gdzie tam w środku... Bardzo głęboko w środku jest w nim trochę dobra. Chociaż odrobinę.
-Wiesz, że ryzykujesz przyjaźń z Natalie?-zapytał kiedy zamykaliśmy drzwi od jego samochodu.
-Tak, Louis. Wiem.-westchnęłam.-Ja i Harry obiecaliśmy sobie, że po tym balu zapomnimy o sobie.
-Wy ze sobą rozmawiacie?-zdziwił się.
-Rozmawialiśmy, gdy szliśmy do dyrektora.-weszliśmy na korytarz, gdzie panował chaos przed balem. Kątem oka spojrzałam na Harry'ego, który, który również na mnie spoglądał. Bezwładnie spuściłam wzrok i ruszyłam w stronę swojej szafki. Wyciągnęłam książki od języka polskiego i poszłam do klasy, w której odbywały się zajęcia.
-Hej.-przywitałam się z Justin'em.
-Cześć Mel.-uśmiechnął się.
-Jak przygotowania do balu? Tak w ogóle z kim idziesz?
-Dosyć dobrze. Z... Idę z Julie.
-Powodzenia chłopie.-poklepałam go po ramieniu, a do klasy wszedł wykładowca.
-Dzień dobry młodzieży. Otworzycie zeszyty i zapiszecie temat: "Warto pomagać chorym dzieciom." Zapisane?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziała cała klasa.
-Waszym dzisiejszym zadaniem jest rozwinięcie wypowiedzi z tematu. Wszyscy zrozumieli?
-Tak.
* * *
Była 4.30pm. nalałam wody do wanny i wzięłam gorącą kąpiel. Gdy wyszłam z wanny zaczęłam lokować włosy, a gdy skończyłam to robić polakierowałam je, aby wytrzymały chociaż do połowy balu. Oczy podkreśliłam kredką i tuszem do rzęs. Pomalowałam paznokcie na czarno i poczekałam gdy lakier wyschnie. Gdy to się stało ubrałam sukienkę i założyłam czarne szpilki, a potem zeszłam na dół. Mama weszła do domu i zmierzyła mnie wzrokiem.
-Ładnie wyglądasz.-powiedziała.
-Dziękuję.-w tym momencie zadzwonił dzwonek.
-Możesz ty otworzyć?-zapytałam i wbiegłam do kuchni. Matka otwarła drzwi, a ja usłyszałam łagodny, ale jak zawsze zachrypnięty głos Harry'ego.
-Dobry wieczór, przyszedłem po Melisę.
-Już wołam.-odpowiedziała moja rodzicielka.-Melisa!-wyłoniłam się z kuchni, a Harry się lekko uśmiechnął. Co? On do mnie? Podeszłam do niego, a on wyciągnął zza siebie czarnego kwiatka na gumce i założył mi go na rękę.
-Skąd wiedziałeś, że czarny?-zapytałam.
-Przeczucie.
-Pa mamo.-powiedziałam wychodząc. Harry wysiadł do samochodu, a ja zaraz za nim. Miałam cichą nadzieję, że może otworzy mi drzwi, ale czego można spodziewać się po Harry'm. Włączył radio, a z głośników zaczęła wydobywać się melodia znanego mi zespołu.-The Fray. Odruchowo wyciągnęłam dłoń w stronę czarnego radia, aby przekręcić "guzik" i lepiej wsłuchać się w piosenkę.
-Nie dotykaj.-warknął Harry. Moja ręka w ułamku sekundy znalazła na kolanie. Styles uśmiechnął się pod nosem z mojego zażenowania i podgłośnił radio.
-Dziękuję.-powiedziałam bezgłośnie.Gdy dojechaliśmy do szkoły i wyszliśmy z samochodu zaczęłam się poprawiać co Harry'ego rozbawiło.
-Chodź.-mruknął gdy ostatni raz przegarnęłam włosy. Szłam dobry kawałek od Harry'ego, ale on się do mnie przysunął.
-Zachowujmy się normalnie, co?-zapytał zdezorientowany.
-Jeżeli będziesz potrafił.-prychnęłam.
-Wiesz, że potrzebuję tych pieniędzy, więc...
-Więc Melisa ma grać tak jak jej zagra Harry Styles, ponieważ on nie opłaci domu. Bla, bla, bla...-przerwałam mu w trakcie zdania.
-Imiona i nazwiska, proszę...-powiedział do nas nieznany wysoki brunet, gdy stanęliśmy przed salą gimnastyczną.
-Harry Styles i...
-Melisa Angel.-znowu mu przerwałam.
-Jest Harold Styles, ale nie Harry.
-To jest to samo ułomie.-warknął Harry. Przyznam, że ta cała zaistniała sytuacja mnie bardzo rozbawiła, więc czekałam kiedy brunet wyda bilety i będziemy mogli płacić, ponieważ nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Meliso proszę od Ciebie dwadzieścia funtów i od Ciebie Harry.-powiedział chłopak. Harry wyciągnął  dwie dwudziestki.
-Za nas obu.-słowa obiły mi się kilka razy o uszy. Lekko go nadepnęłam, co zauważył brunet i uśmiechnął się przenikliwie. Weszliśmy na sale gimnastyczną, a ja od razu na niego napadłam.
-Co to miało znaczyć?-zapytałam na tyle cicho, aby tylko on mógł to usłyszeć.
-Co?
-Przecież to jest całkiem normalne, że płacisz za dziewczynę, której nienawidzisz. Najlepiej zróbmy sobie fotkę i wrzućmy na jakiś portal społecznościowy z dopiskiem "Forever".
-Dziewczyno, wytrzymaj ten jeden wieczór. Mam swoje humory tak samo jak ty i musisz to przez te kilka godzin akceptować.
-Przepraszam...-usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików i jak zwykle zaczęliśmy na siebie warczeć.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

19 maj 2014

Forever. Chapter 7.

Do szkoły o dziwo szybko dojechałam. Trafiłam na przerwę.
-Hej.-uśmiechnęłam się do Louis'a i Anne, gdy weszłam do klasy. W naszym kierunku zaczęła zmierzać Natalie.
-Myślałam, że już nie przyjdziesz.-zwróciła się do mnie.
-Zaspałam.
-Nie będzie mnie dziś na informatyce, więc pamiętaj u mnie od razu po lekcjach.
-Dobrze.-zadzwonił dzwonek.-Co teraz?
-Religia.-szepnął Liam. Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam. Do klasy weszła katechetka i zaczęła sprawdzać obecność.
-Angel, ty masz we krwi spóźnianie się?-klasa zachichotała.
-Zaspałam.
-Wstań!-uniosłam się z krzesła, a dłońmi podparłam ławkę.-"Zaspałaś" powiadasz. Mam Cię budzić, żebyś zdążyła do szkoły? Two...
-Przecież nie robię tego specjalnie.
-Nie przerywaj mi w zdaniu. Teraz wyjdziesz na środek klasy i powiesz: "Jestem nie mądra przerywając nauczycielce w zdaniu".
-Nie zrobię tego.-usiadłam na krześle.
-Tak się bawimy? Zapraszam do dyrektora. Teraz.
-Pani znęca się psychicznie nad uczniami.-usłyszałam za sobą głos Harry'ego. Spojrzałam na niego z miną "Co ty robisz?!". Wystarczyło, że ja miałam na pieńku u katechetki, on już nie musiał. Naprawdę go nienawidziłam, ale nie chciałam dla niego źle. On mrugnął lekko w moją stronę. Co się dzieje? Dlaczego on się w ogóle odezwał? Powinien się ze mnie teraz nabijać.
-Wasza dwójka do dyrektora. Teraz.-ja i Harry wstaliśmy i wyszliśmy z klasy.
-Co ty robisz?-zaczęłam. Styles nic nie odpowiedział.-Harry.
-Nikt nie ma prawa odnosić się tak do kobiet. Tym bardziej ona.
-Ale nie musiałeś się wtykać do mnie. Jestem ci za to wdzięczna, ale ja Cię nienawidzę. Ty mnie nienawidzisz. Od pewnego czasu stale coś jest między nami. Najpierw ten projekt, kolano i bal. Harry jak dla mnie to jest zbyt dużo.
-Melisa, ja wiem. Też mi nie jest z tym komfortowo. Nie mam przez Ciebie swojego życia.
-Ja też. Od niedawana moje życie obraca się wokół Harry'ego Styles'a.-byłam zdziwiona tym, że nasza rozmowa była normalna i nie warczeliśmy na siebie.
-Melisa?
-Tak?
-Obiecaj, że po balu o sobie zapomnimy.
-Obiecuję.
-Dziękuję.
-Angel Melisa i Styles Harry.-zawołał nas dyrektor. Weszliśmy do gabinetu.-Z tego co powiedziała mi panna Corder-bo tak miała na nazwisko katechetka.-Spóźniacie się na lekcje i jej pyskujecie.
-Proszę pana...-zaczął Harry.-spóźniliśmy się, ponieważ mieliśmy powody. Panna Corder znęca się psychicznie nad uczniami. Kazała Melisie stanąć na środku klasy i powiedzieć, że nie będzie jej przerywała w zdaniu. To jest chore.
-Rozumiem, ale nie można mówić takich rzeczy nauczycielce.
-Od kiedy nie można mówić prawdy?-warknął Harry.
-Melisa, a ty masz coś do powiedzenia?-zwrócił się w moją stronę dyrektor. Pokiwałam przecząco głową.-Dobrze. Widzę, że się z wami nie dogadam. Do widzenia.
-Dziękuję.-powiedziałam do Harry'ego, gdy szliśmy przez korytarz.
-Za?-był oschły.
-Za to, że mnie broniłeś.-wzdrygnął ramionami i odszedł.
* * *
-Dzień dobry.-otworzyła mi mama Natalie.
-Witaj. Wejdź. Olivia i Natalie już czekają.
-Cześć.-uśmiechnęłam się do obu.
-Hej.-odpowiedziały równocześnie. Olivia nie była dużo wyższa od Natalie. Miała ciemne oczy, okulary na nosie i blond włosy związane w kłosa. Doradzanie się zaczęło. Olivia nakazała mi lekko polokować włosy i je luźno spiąć uważała, że sukienka, którą założę będzie idealnie pasowała do tej fryzury i moich rys twarzy. Gdy wróciłam do domu była 8pm.
-Gdzie byłaś?-zapytała mama wchodząc do pokoju.
-U Natalie.
-Jutro będę w domu dopiero przed 7pm. więc nie czekaj na mnie.
-Yhym...-mruknęłam. Odgrzałam spaghetti i ruszyłam do salonu. Włączyłam telewizję i zaczęłam oglądać film. Zasnęłam na kanapie.
* * *
Gdy rano się obudziłam dochodziła 7am. Lekcje zaczynały się o 10am., więc miałam sporo czasu, aby trochę posprzątać i uszykować się na spokojnie do szkoły. Gdy zjadłam śniadanie załatwiłam poranną toaletę i posprzątała. Poszłam do swojego pokoju i otwarłam szafę wyciągnęłam ubrania. Wzięłam klucze, wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Na zewnątrz było niesamowicie ciepło, co mnie zdziwiło. Z racji takich warunków atmosferycznych postanowiłam, że do szkoły pójdę pieszo. Założyłam słuchawki na uszy i zaczęłam zmierzać w stronę miejsca docelowego. Dźwięk muzyki przytłoczył odgłos trąbienia auta. Odwróciłam się i ujrzałam Louis'a.
-Hej.-uśmiechnęłam się.
-Wsiadaj.-po kilku sekundach siedziałam na przednim siedzeniu pasażera.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

16 maj 2014

Forever. Chapter 6.

Gdy weszliśmy do kręgielni od razu napotkałam wzrokiem resztę paczki.
-Hej.-powiedziałam zawiązując lewego buta.
-Cześć.-odpowiedzieli wszyscy równocześnie.
-Mel coś się stało? Nie wyglądasz jak Melisa. Wyglądasz jakby ktoś przed chwilą napadł na Ciebie z nożem. Niall wiesz coś może?-dopytywał Louis. Niall pokręcił przecząco głową.
-Już bym wolała ten nóż. Muszę iść na bal ze Styles'em.-Natalie odeszła od nas i zaczęła sama grać.
-Co? Ja chciałem Cię zaprosić.-mruknął zawiedziony Niall.
-Dlaczego się zgodziłaś?-Zapytał Liam.
-Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Może dlatego, że jego mama jest wspaniała? Albo gdy Harry nie pójdzie ze mną na to nie dostanie pieniędzy i nie opłaci rachunków za dom.
-Melisa jesteś zbyt dobroduszna.-powiedziała Anna.
* * *
-Harry...-podeszłam do niego następnego dnia na przerwie.
-Czego?
-Czy twoja mama mówiła Ci, że w piątek idziesz ze mną na bal?
-Ja nie idę z Tobą.
-Co?
-To ty idziesz ze mną.
-Umm... Aha? Bal zaczyna się o 8pm. więc bądź około 7.40.
-Jak będę to będę. Nie będziesz dyktowała mi warunków.-powiedział i odszedł. Z łazienki wychodziła Natalie.
-Natalie!-krzyknęłam.
-Czego chcesz?-odwróciła się w moją stronę, a ręce założyła na biodra.
-Możemy porozmawiać?
-O czym?
-O naszej przyjaźni.-jej paznokcie stały się jedynym obiektem zainteresowania.
-No więc.-zaczęła.
-Od kilku dni mnie unikasz i w ogóle się do mnie nie odzywasz. Powiedz mi o co Ci chodzi.
-O co mi chodzi? O co tobie chodzi? Wiesz bardzo dobrze, że podoba mi się Harry. Wykorzystujesz to.
-Co?-moje oczy się rozszerzyły.
-Robicie razem projekt.
-To, akurat nie moja wina.
-Spóźniacie się na lekcje,-zaczęła dalej wymieniać.-idziecie razem na bal. Wszędzie jesteście razem. Ty i on. To boli.
-Natalie. Myślisz, że ja go lubię? Spóźniliśmy się, bo zaprowadził mnie do pielęgniarki. A wiesz dlaczego? Żeby nie być na lekcji, a na bal ze mną idzie tylko dlatego, że dostanie pieniądze na opłacenie domu. Myślisz, że robię to bo tego chce? Nienawidzę go.-powiedziałam prawdę.
-Jesteś tego pewna?
-Tak. Natalie, w życiu nie odbiłabym ci kogoś na kim Ci zależy. A tym bardziej nie chciałabym Harry'ego.-Natalie zaśmiała się.
-Przepraszam.-przytuliła mnie.
-Rozumiem Cię. No więc z kim idziesz na bal?
-Z Lou.
-Naprawdę ze sobą dobrze wyglądacie.-wybuchnęłyśmy śmiechem.
-A do Ciebie pasuje Niall.-zachichotałam.-Masz już sukienkę?
-Właśnie nie, a ty?
-Nie. Idziemy do galerii po lekcjach?
-Musimy.-Lekcje szybko zleciały. Spotkałyśmy się przy szkole.
-Idzie z nami Louis. Musi kupić garnitur.-poinformowała mnie Natalie.
-Dobrze.-Louis zaczął zmierzać w naszą stronę, gdy do nas podszedł jak zwykle oby dwie dostałyśmy buziaka w policzki.
-Jedziemy?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziałyśmy jednogłośnie. Ja i Natalie miałyśmy zamiar się przejść, ale skoro Louis z nami będzie zgodziłyśmy się na drogę samochodem. Do galerii samochodem było piętnaście minut, więc szybko dotarliśmy na miejsce. Najpierw poszliśmy wybrać garnitur dla Lou. Po prawie trzydziestu minutach jego niezdecydowania nareszcie zaczęłyśmy zmierzać do sklepu ze sukienkami. Natalie wybrała morską sukienkę do kolan , a ja czarną. Oby dwie kupiłyśmy po parze czarnych szpilek. 
* * *
Gdy wróciłam do domu było po 9.30pm.  Mama była w kuchni popijając kakao.
-Za chwilę będzie dziesiąta. Gdzie ty byłaś?
-Musiałam kupić sukienkę na bal z Harry'm.-Melisa i Harry. Boże, jak to obrzydliwie brzmi.
-Jaki on jest?-Mamo... Kilkanaście dni robiłam z nim projekt.
-Harry jest tym chłopakiem, z którym robiłam projekt.-postawiłam ją przed faktem dokonanym.
-Co?
-To co usłyszałaś.
-Żadnych wolnych tańców, trzymania za ręce i pocałunków.
-Mamo! Gdy o nim mówisz, że ja miałabym robić z nim te rzeczy mam odruch wymiotny.
-Ale ja Cię tylko uprzedzam.-nic nie odpowiedziałam, poszłam na górę do swojego pokoju. Nigdy w życiu nie dotknę Harry'ego. Jeżeli już, to nie z własnej woli. Mój telefon zaczął wibrować. Spojrzałam na wyświetlacz- Natalie.
-Halo?-odezwałam się.
-Melisa jutro przyjdź do mnie po lekcjach. Olivia doradzi nam jakie mamy zrobić fryzury na piątek.-Olivia to starsza siostra Natalie, która z zawodu jest fryzjerką.
-Dobrze.
-No okey, pa.-nie zdążyłam jej odpowiedzieć, ponieważ się rozłączyła. Poszłam pod prysznic. W łazience spędziłam około dobrej godziny. Było po 11pm. Szybko zasnęłam. Rano obudziłam się spóźniona do szkoły. Lekcje zaczynały się o 09am., a była 9.30. Pobiegłam do łazienki i się szybko ubrałam. Włosy rozczesałam i splotłam w warkocza.
-Czemu mnie nie obudziłaś?-zapytał mamy, gdy wbiegłam do kuchni po jabłko.
-Jesteś dorosła.-przewróciłam oczami i pobiegłam do garażu po rower.
* * *
Sukienka Melisy
Sukienka Natalie

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


9 maj 2014

Forever. Chapter 5.

-Hej.-uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Znowu ty.-ukazał zęby.-Jak kolano i samopoczucie?
-Kolano dobrze. Samopoczucie? Musze iść do spowiedzi.
-Dlaczego?
-Okłamałam katechetkę. Broniłam Harry'ego. Ja broniłam go.
-Oj tam, oj tam.-szturchnął mnie lekko łokciem, na co się momentalnie zaśmiałam.
-Ostatnia ławka spokój.-razem z Justin'em zachichotaliśmy. Do końca dnia czułam na sobie czyjś wzrok. Czułam się niezręcznie i skrępowana. Nie wiedziałam co się dzieję.
* * *
Minął tydzień. Nic dziwnego się nie działo. Zawiązałam więzy z Justin'em. Poznałam lepiej Zayn'a, Liam'a i Niall'a. Niall bardzo mnie zainteresował. Największą ilość czasu spędzałam z Justin'em, Niall'em i oczywiście Lou. Mieliśmy wtorek.
-Mel kochanie.-zawołał mnie Louis. Naprawdę bardzo go kocham, ale te zdrobnienia lub "czułe słówka" czasami mnie drażnią.
-Tak?-zapytałam.
-Pójdziesz dzisiaj z nami na kręgle?
-Z nami?
-Ja, Liam, Zayn, Niall, Justin, Natalie i Ann.
-O której?
-7pm.?
-Okey. Przyjdziesz po mnie?
-Ja mogę.-uśmiechnął się Niall i wyłonił głowę zza ramienia Lou.
-Umm... Spoko. Bądź przed 7. Wiesz gdzie mieszkam?
-Tak, tak.
-To do zobaczenia.-uśmiechnęłam się i pocałowała Louis'a i Niall'a w policzek.
-Pa.-powiedzieli równocześnie. Ruszyłam w stronę swojego domu. Gdy weszłam do środka dochodziła 5pm.
-Mamo wróciłam!-krzyknęłam.
-Melisa choć do salonu.-usłyszałam głos mojej matki właśnie ze salonu. Wchodząc ujrzałam Anne Cox. Mamę Harry'ego. Nie dawno wzięła ślub z innym facetem, dlatego nie miała tego samego nazwiska co Gemma i Harry. Siedziała w fotelu obok mojej mamy. Miały ze sobą bardzo dobre kontakty. Nie byłam z tego zadowolona, ale nic nie mogłam na to poradzić.
-Dobry wieczór.-przywitałam się. Mama Harry'ego nie była w niczym do niego podobna, prócz wyglądu. Z reszta tak samo jak Gemma. Była miła, zawsze uśmiechnięta i po prostu tryskała pozytywną energią.
-Witaj Meliso. Przyszłam tu,bo mam sprawę, a raczej prośbę do twojej osoby. Zapewne wiesz,że w piątek jest bal charytatywny. Pieniądze będą przeznaczone na hospicjum dla małych dzieci. Masz może parę?
-Nie.-od razu zaczęłam żałować mojej odpowiedzi. Harry musi na to iść. On nie ma pary. Ty też nie masz. Gemma mówiła, że można na tobie polegać. Mogłabyś iść na to z Harry'm?-momentalnie po głowie przeszły mi najczarniejsze scenariusze i wypowiedzi mojej mamy o Harry'm. Chyba go nie poznała gdy "robiliśmy" projekt.
-Nie wiem czy Harry będzie chciał na to iść ze mną.
-Od tego zależy jego kieszonkowe. Nie będzie miał pieniędzy to nie zapłaci rachunków za dom. Więc nie będzie miał wyboru.
-Umm... No nie wiem...Dobrze.
-Dziękuję Ci. Naprawdę jesteś wspaniała.
-Nie ma za co dziękować.-spojrzałam na zegar 5.45-Ja już pójdę. Idę na kręgle muszę się szykować.-poszłam do swojego pokoju i opadłam na łóżko. Melisa ty idiotko. Idziesz na bal z Harry'm Styles'em. Ty. Minęło dobrze dwadzieścia minut zanim się ogarnęłam. Było już po 6 więc wzięłam się za szykowanie. Ubrała czarne rurki, białą bluzkę na krótki rękaw i czerwoną bluzę, u której podwinęłam rękawy. Do tego czerwone vans'y i full capa. Gdy miałam zamiar wychodzić do drzwi zadzwonił dzwonek.
-Hej.-uśmiechnął się Niall.
-Hej.
-Idziemy?
-Jasne. Pa mamo.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

1 maj 2014

Forever. Chapter 4.

Aby dojść na boisko, gdzie wszyscy byli zgromadzeni musiałam przejść kilkumetrowy chodnik. Oczywiście to nie był mój szczęśliwy dzień. Potknęłam się o jedną z cegieł, które odgradzały fontanny i upadłam. Rozdarłam rajstopy, a z jednego kolana mocno sączyła krew. O Boże, żeby mnie nikt nie zobaczył.
-Hej! Nic ci nie jest?-podbiegł do mnie wysoki brunet o uwodzicielskim głosie.
-Umm... Nie.-jąkałam się.
-Daj rękę.-podałam mu rękę, a on pomógł mi wstać.- Justin. Justin Bieber.-uśmiechnął się.
-Melisa Angel. Chodzisz tutaj do szkoły?
-Właśnie zostałem przyjęty do klasy pani Joe.
-Jestem jej podopieczną. Więc witaj nowy kolego.-lekko się uśmiechnęłam. W naszym kierunku zaczął zmierzać Harry. Jeszcze jego mi tutaj brakowało. Albo mi się wydawało, ale spojrzał podejrzanie na Justin'a. Tak jakby ze złością?
-Ja pójdę szukać pani Joe. Miło było mi Cię poznać. Pa.
-Pa.-mruknęłam. Gdy Justin odszedł Harry do mnie podszedł.
-Co ci się stało?-zapytał.
-Nie udawaj, że Cię to obchodzi.-parsknęłam.
-Nie obchodzi. Czysta ciekawość.
-Upadłam.-naprawdę nie miałam siły na rozmowy z Harry'm.
-Chodź do pielęgniarki.
-Co?
-Rusz się. Możesz mieć zakażenie czy jakieś inne gówno.
-Ja mam mózg w przeciwieństwie do Ciebie i potrafię o siebie zadbać. Więc spieprzaj.-Harry złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę białego budynku.-Harry puść mnie! To boli.
-Bądź grzeczną dziewczynką, a nie będzie bolało.
-Palant.-cicho mruknęłam. Niestety na tyle "cicho" aby Styles mógł mnie usłyszeć.
-Już nie dupek?-szczęka Harry'ego była mocno zaciśniętą, a oczy niesamowicie ciemne. Gdy weszliśmy do "przychodni" Styles nareszcie mnie puścił.
-Co się stało?-momentalnie zza drzwi swojego gabinetu wyłoniła się pielęgniarka.
-To co widzisz.-zdziwiło mnie, że byli do siebie na "Ty".
-Umm... Melanie?
-Melisa.-uśmiechnęłam się.
-Dobrze. Więc Melisa chodź ze mną do gabinetu, a Harry czekaj tu na nią.-weszłyśmy do gabinetu, gdzie pielęgniarka kazała mi usiąść i zdjąć rajstopy.-Co się stało? Bo z wyjaśnień Harry'ego niewiele wynika.
-Szłam na boisko. Potknęłam się o cegłę i upadłam.
-Rana nie wygląda źle. Przemyję, oczyszczę i zatamuję. Dostaniesz zwolnienie z wychowania fizycznego na tydzień. Po tygodniu się do mnie zgłosisz, a ja sprawdzę czy wszystko jest na plusie.-ja tylko pokiwałam głową. Wszystko zrobiła bardzo szybko. W między czasie zadawała mi pytania. W większości o Harry'ego. 
-Z Melisą wszystko dobrze. Możecie już iść na lekcje.-powiedziała do Styles'a wyprowadzając mnie. Szliśmy przez korytarz prowadzący do sali, w której odbywała się lekcja religii.
-To, że mnie zaprowadziłeś do tej pielęgniarki, nie znaczy iż wskoczę Ci do łóżka i będę twoją "koleżanka z przywilejami".-zacytowałam.
-Nie chciałbym.-przyznam, że trochę mnie to uraziło, choć nie wiem z jakiego powodu. Gdy weszliśmy do klasy wszystkie oczy były skierowane na mnie i Harry'ego.
-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.-powiedzieliśmy równocześnie.
-Proszę, proszę, proszę. Kogo tutaj mamy? Panna Angel i pan Styles. Dziękuję, że się zjawiliście. Mogę znać przyczynę waszego spóźnienia?-dawała nam wykład katechetka.
-Melisa musiała iść do pielęgniarki.-czy Harry Styles mnie broni?
-A ty Styles?
-Uderzył się w głowę. Tak się złożyło, że Harry wychodził z recepcji, a ja od pielęgniarki. Postanowiliśmy razem iść.-skłamałam.
-Siadać. Jeszcze jedna taka akcja, a jesteście u dyrektora. Mam waszą dwójkę na oku.-ruszyliśmy w stronę ławek, przy których było miejsce. Przytrafiła mi się z Justin'em?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
* * *

Justin Bieber
Przystojny dziewiętnastolatek. Uwielbia grać na gitarze i śpiewać. Ma talent, choć się z nim ukrywa. Jest bardzo przyjazny i bez trudu można zawiązać z nim więzi.