30 cze 2014

Forever. Chapter 11.

-Spokojnie. Przecież to nic wielkiego.-Louis mnie uspokajał.
-Boże... My będziemy pośmiewiskiem.
-Jeżeli tak to razem, nie osobno.-czuję jak pęka mi głowa od bólu i nie mogę mówić.
-Ja idę po aspirynę. Idź do mnie do pokoju.-nakazałam.
-Melisa nie rób afery.-powiedziała mama gdy weszłam do kuchni.
-Nie odzywaj się do mnie.-mruknęłam.
-Melisa Diana Angel!
-Już dosyć powiedziałaś i zrobiłaś.-wzięłam tabletkę i wróciłam do Louis'a, który grał w coś na swoim telefonie.
-Dlaczego Ci zależy na opinii Harry'ego?-zapytał
-Louis... Ja... Nie wiem.-powiedziałam łamliwym głosem i położyłam się na łóżku.
-Mogę zostać z Tobą jeśli chcesz.
-Jeślibyś mógł.
-Jasne.-po około piętnastu minutach spałam otulona ramieniem Louis'a.
* * *
W poniedziałek nie poszłam do szkoły. Byłam przemęczona moim zaziębieniem i cały dzień siedziałam w łóżku. Koło godziny 5pm ktoś zapukał do drzwi.
-Jeżeli chcesz mi mówić, że jestem głupia to odejdź.-powiedziałam nie otwierając drzwi.
-Mel, to ja Gemma.-usłyszałam jej głos.
-Wejdź.-Gemma weszła do pokoju i mnie przytuliła na powitanie. Była wspaniale ubrana. Nie to, co ja.
-Jak się czujesz?-zapytała.
-Już trochę lepiej.
-Melisa, Harry mi o wszystkim powiedział.
-To znaczy?
-O tej całej sytuacji na balu.
-Oh...-westchnęłam.
-Ja Ci oddam pieniądze.
-Co?
-Masz to za tą sukienkę.-powiedziała wyciągając z kieszeni spodni pieniądze.-Mam nadzieję, że tyle wystarczy.
-Weź to. Gemma, ja nie potrzebuję pieniędzy.
-Masz to wziąć.
-Nie.-mruknęłam z niezadowolenia tym, że mi się sprzeciwiła.
-Całe życie jesteś uparta.-schowała pieniądze.-Louis nie może dziś do Ciebie przyjść i pyta się czy jutro będziesz w szkole.
-Będę.-powiedziałam cicho.
-Ja już może pójdę.-Nie zatrzymywałam Gemmy bo chciałam być sama.-Pa.
-Pa.-przytuliłam ją. Odrobiłam lekcje na jutro i poszłam do łazienki. Załatwiłam tam wszystko to co potrzebne do jutrzejszego dnia i lekko rozjaśniłam końcówki włosów.
* * *
Rano, gdy się obudziłam czułam się dosyć dobrze. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ubrania. Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz. Rozczesałam włosy, które lekko wyprostowałam. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie mam piła jak zwykle swoją poranną kawę.
-Mówi się coś.-powiedziała do mnie. Udałam, że nic nie usłyszałam i wzięłam swoje śniadanie czyli jabłko i wyszłam z domu kierując się na uczelnię.
-Hej, Mel.-usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się, aby zobaczyć Niall'a.
-Niall! Nawet nie wiesz jak mi Cię brakowało!-przytuliłam się do niego.
-Mi Ciebie też. przepraszam, że nie przyszedłem do Ciebie, ale mój bratanek się rozchorował i musiałem go pilnować.
-Nic się nie stało. Był u mnie Louis i Gemma.
-Gemma?-uniósł brew.
-Siostra Harry'ego. Pracujemy razem w jednej restauracji.
-Przyjaźnicie się?
-Tak. Nie jest wcale podobna do Styles'a.
-Rozumiem.-gdy weszliśmy do budynku uczelni od razu pojawił się przy nas Louis.
-Już wszystko dobrze?-zapytał i mnie przytulił.
-Tak.-zadzwonił dzwonek na lekcje.
* * *
Cały tydzień zleciał na nadrabianiu zaległości i wieczornych spacerach z Niall'em. Mieliśmy środę, a Niall zadzwonił do drzwi.
-Hej.-przytuliłam go.
-Cześć. Dzień dobry pani Angel.-uśmiechnął się do mojej mamy.-Ciągle nie rozmawiacie?-zapytał gdy wyszliśmy.
-Tak.-przyznałam
-Melisa. Wiem, że Twoja mam nie postąpiła dobrze, ale proszę Cię pogódź się z nią. Dla własnego spokoju.
-Ja wiem, ale jej nie przeproszę. Naprawdę nie mam za co.-Niall cicho westchnął. Wiem, że on chce dla mnie jak najlepiej, ale nie potrafię jej przeprosić. Podałam Horan'owi moją dłoń, a on splótł nasze palce. Już się do tego przyzwyczaiłam. Na początku się trochę opierałam, choć wtedy to on i Louis byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Natalie się do mnie nie odzywała, spotykała się z Justin'em więc i on mnie nie znał. Anna wyjechała na obóz sportowy. Liam dopingował swoją dziewczynę w tańcu, więc czasami nie było go w szkole. Zayn, jak to Zayn miał swój świat i chodził swoimi własnym ścieżkami czasami znajdując dla nas czas.
-Słyszałaś o nowinie?-zapytał Niall gdy doszliśmy do fontanny.
-Jakiej?-zapytałam.
-Ojciec Harry'ego zmarł.
-Co?
-Dzisiaj rankiem.
-Dlatego nie było go na uczelni.
-Tak. Może być teraz o dziesięć razy gorszy.
-Kto wie? Może się zmieni.-jeszcze trochę pogadałam z Niall'em i poszliśmy do swoich domów. Gdy weszłam do domu i rozejrzałam się po nim mama siedziała w salonie, więc poszłam do swojego pokoju. Umyłam się, przebrałam w piżamę i szybko zasnęłam..
* * *
Następnego dnia rano szybko się ubrałam, wzięłam jabłko ze stołu i poszłam prosto na uczelnię. Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Ostatnią była historia. Prowadziła ją nasza wychowawczyni. Nareszcie zadzwonił dzwonek.
-Melisa i Liam, zostańcie tutaj.-powiedziała wychowawczyni. Gdy wszyscy opuścili klasę, ja i Liam podeszliśmy do kobiety.-Jak wiecie zmarł ojciec Harry'ego.-zapadła cisza, a my skinęliśmy głowami.-Melisa, jesteś przewodniczącą, a Liam zastępcą. Jutro jest pogrzeb o 12am. Przed 11am macie być u mnie po kwiaty. Pójdziecie jako delegacja.-cicho westchnęłam i przytaknęłam.-Do widzenia.-powiedziała, a my jej odpowiedzieliśmy.
-Mel.-zaczął Liam.
-Tak?-zapytałam.
-Mogę po Ciebie przyjechać po Ciebie przed 11am, jeśli chcesz.
-Dobrze. Dziękuję.-rozeszliśmy się. Wyszłam z uczelni i podeszłam do bramy, gdzie stał Louis.
-Zgadnij kto.-zaśmiałam się zakrywając mu oczy.
-Moja królewna.-odwrócił się i mnie lekko podniósł przytulając. Poszłam z nim do samochodu, ponieważ zaproponował mi podwózkę.
-Co jest?-zapytał.
-Nic.
-Wiesz, że mnie nie oszukasz.
-Idę jutro z Liam'em na pogrzeb ojca Harry'ego. Jesteśmy delegacją.
-Mogę iść z wami.
-Skoro tego chcesz.-westchnęłam.
-Chcę.
-Liam będzie po mnie przed 11am, więc bądź tak koło 10.30am.
-Dobrze.-Louis zatrzymał się pod moim domem.
-Dziękuję.-pocałowałam go w policzek.
-Kocham Cię.-szepnął.
-Ja Ciebie też.-wyszłam z samochodu i poszłam do domu.
-Kto Cię przywiózł?-zapytała mama gdy zdjęłam buty i weszłam do kuchni.
-Nie powinno Cię to interesować.-mruknęłam.
-Dobra, Melisa. Przepraszam, że Harry i Gemma widzieli Ciebie i Louis'a gdy razem spaliście. Nie powinnam kazać robić Anne tego zdjęcia.-wzruszyłam ramionami i przytaknęłam.
-Nie idę jutro do szkoły.
-Dlaczego?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

13 cze 2014

Forever. Chapter 10.

Stanęłam przed drzwiami i wyciągnęłam klucze z torebki. Starałam się otworzyć drzwi jak najciszej co mi się udało. Weszłam po cichu na górę do swojego pokoju i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i przebrałam się w piżamę. Czy Harry i ja zapomnimy teraz o sobie? Czy Natalie będzie na mnie zła? Te pytania chodziły mi po głowie póki nie zasnęłam. Gdy się obudziłam była 12. Załatwiłam poranną toaletę i się ubrałam. Pogoda za oknem była okropna. Zeszłam na dół do kuchni i na stole zastałam od niej karteczkę. "Jestem w centrum handlowym z Anne, będę późno. Nie czekaj z obiadem. Mama." Moja rodzicielka ma większe życie towarzyskie niż ja, tylko dlaczego z mamą Harry'ego. Chwyciłam jabłko i poszłam na górę. Do 3pm przeglądałam Tumblur'a. Przez pogodę, byłam ospała i bolała mnie głowa. Zeszłam do kuchni, aby odgrzać obiad, ale i tak nic nie zjadłam. Zaczęło boleć mnie gardło, a z nosa lała się woda. Wyszła mi wczorajsza pogoda i bal z Harry'm.
-Halo?-odebrałam telefon stacjonarny.
-Hej. Nie idzie się do Ciebie dodzwonić. Stało się coś?-dzwonił Louis.
-Nie, nie. Telefon mam rozładowany i jest u mnie w pokoju, a ja jestem w kuchni.
-Melisa?
-Hmm?
-Czy Tobie się nic nie stało?
-Nie. Jestem troszkę przeziębiona, ale to nic.
-Jesteś pewna? Jeśli chcesz mogę przyjechać.
-Przyjedź.
-A jednak.
-Nie.-przerwałam mu.- Potrzebuję spędzić z Tobą trochę czasu.
-Zaraz będę.-Louis się rozłączył, a ja poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Po niepełnych piętnastu minutach Louis wszedł do domu, zamykając drzwi na klucz. Wyszłam na korytarz, a on stał z jedną czerwoną różą.
-A to z jakiej okazji?-zapytałam.
-Bez okazji.-uśmiechnął się.-Pamiętasz jak byłaś mała i było ci smutno? Zawsze podkradałem mamie róże z ogrodu. Potem Ci je przynosiłem. Mama była zawsze na mnie zła i nie kazała mi tego nigdy więcej robić, ale jej nie słuchałem nigdy. Tym razem historia się powtórzyła.-wspomnienia powróciły. Podeszłam do Louis'a i go mocno przytuliłam.-Kocham Cię.-szepnął.
-Ja Ciebie też.-nalałam wody do wazonu i wzięłam różę od chłopaka.
-Film?-zapytał.
-Tak.
-Trzy metry nad niebem?
-Jasne.-po około pięciu minutach oglądaliśmy film. Byłam wtulona w tors Louis'a i na pół spałam, zresztą tak samo jak on. W połowie filmu przestałam kontaktować i zasnęłam. Obudziłam się tak samo jak zasnęłam, ale jedyną różnicą było to, że ja i Louis byliśmy przykryci kocem. Lou powoli też wybudzał się ze snu.
-Mel, ja przepraszam.-mruczał pod nosem.
-Jejku, zasnąłeś w domu swojej przyjaciółki. Wielkie mi rzeczy.-przewróciłam oczami, a on się uśmiechnął i pocałował mnie w czoło. Uwielbiałam jego gesty.
-To kiedy ślub?-weszła mama do salonu.
-Mamo!-krzyknęłam i zakryłam twarz poduszką. Louis się zaśmiał i pogładził mnie po ramieniu.
-Dobra, dobra. Ale zdjęcie już kilka osób widziało.
-Co? Jakie zdjęcie?!-mama odblokowała ekran swojego telefonu i pokazała nam zdjęcie, na którym byłam ja i Louis śpiący razem.
-Kto je widział?
-Rodzice Louis'a.
-Ktoś jeszcze?
-Anne.
-Co?!
-Przyszłyśmy z centrum i weszłyśmy do salonu zastając taki piękny obrazek. Anne zrobiła zdjęcie waszej dwójce.
-Przecież ona to pokaże Gemmie, Harry'emu i Bóg wie komu jeszcze! Jestem dla niej obcą osobą, a Louis tym bardziej.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
* * *
Ashton Irwin (21)

Cara Delevingne (20)


10 cze 2014

Forever. Chapter 9.

Po kilku minutach podszedł do nas nieznany mi chłopak.
-Cześć Styles.-przybili sobie piątkę.-Przedstaw swoją partnerkę.-zaśmiał się.
-To jest Melisa. Moja umm...-Harry zaczął się jąkać.
-Znajoma.-dokończyła za niego, a on na mnie spojrzał i się lekko uśmiechnął.
-Ashton.-podał mi rękę. Po chwili podeszłą do nas wysoka blondynka.
-Ashton, wszędzie Cię szukałam.-jej przeszywający głos odbił się kilka razy o moje uszy.
-Aha. Fajnie. To jest moja przyjaciółka Cara.
-Hej.-przywitała się. Ashton i Cara dosiedli się do naszego stolika. Rozmawialiśmy dobrą godzinę, o dziwo ja i Harry ani razu na siebie nie warknęliśmy.
-Ja za moment przyjdę.-powiedziałam.
-Gdzie idziesz?-zapytał Ashton.
-Do przyjaciół.-uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę Louis'a i Niall'a.
-Hej.-przytuliłam się do nich, a oni się przywitali.
-Dajesz radę?-zapytał Louis.
-Tak. Jak na razie nie jest źle. Trochę na siebie warczeliśmy, gdy weszliśmy, ale teraz przyszedł Ashton i jego przyjaciółka i Harry jest miły. Czasami się nawet uśmiecha.
-Jeżeli Cię tknie to go zabiję.-mruknął Niall.
-Horan spokojnie.- zaśmiałam się.- Mówiłam już o tym Lou, Harry jest zaborczy, aż za bardzo, ale gdzieś tam w środku ma iskierkę dobroci.
-Ty i te twoje przemówienia.-odwróciłam się, a za mną stał Justin.
-Hej.-przytuliłam go. Rozejrzałam się po sali szukając wzrokiem Natalie, ale jej nie znalazłam. Spojrzałam na nasz stolik i po chwili zaczęłam tego żałować. Ashton zaczął do mnie machać, abym przyszła do stolika.
-Ja muszę do nich iść.-powiedziałam.
-Zatańczymy dzisiaj?-zapytał Niall.
-Z pewnością.-uśmiechnęłam się do blondyna.-Pa.-odeszłam od nich i zaczęłam zmierzać w stronę stolika. Usiadłam obok Harry'ego, ale zachowałam przy tym pewną odległość.
-Harry, długo znasz się z Melisą?-zapytała Cara.
-Praktycznie od przedszkola, prawda?-spojrzał na mnie. Pokiwałam głową.
-Melisa, zatańczysz ze mną?-zapytał Ashton. Czułam jak moje policzki przybierają malinowy kolor.
-Jasne.-powiedziałam i wstałam.
Harry's POV:
-Czemu nie przyszedłeś z Molly, albo Julie? Tylko z tą dziwaczką.-zapytała Cara swoim piszczącym głosem, gdy Ashton i Melisa poszli na parkiet.
-Nie miałbym kasy od starej. Gemma nagadała jej, że na Melisie można polegać.-odpowiedziałem.
-Wygląda na trudną.
-I taka jest.
-Lubisz ją?
-Przez kilka ostatnich dni zacząłem dostrzegać w niej coś innego niż mola książkowego. Jej samo zachowanie jest ciekawe i daje do myślenia, ale nie chcę mieć z nią nic wspólnego.-powiedziałem, a mój wzrok powędrował w stronę Ashton'a i Melisy. Ich ruchy razem ze sobą dobrze grały. Gdybym nie znał Ashton'a powiedziałbym, że pasuje do Melisy. Jego ręce zeszły z jej bioder na uda.
Melisa's POV:
Ashton był bardzo odważny. Gdy muzyka zaczęła intensywniej grać jego ręce oderwały się od moich, aby nakreślić ścieżkę po mojej talii i stanąć na biodrach. Nie wiedziałam, gdzie podziać ręce, więc zarzuciłam mu je na szyję. To dało mu jakby zielone światło i przesunął ręce na moje uda. W ułamku sekundy zostałam odepchnięta od Ashton'a, a na swoim ciele poczułam lód. Gdy zaczęłam kontaktować ze światem, zdałam sobie sprawę, że zostałam popchnięta na tacę z napojami. Przecisnęłam się przez tłum ludzi i zobaczyłam Ashton'a przypartego do ściany przez Harry'ego.
-Harry! Zostaw go!-krzyczałam. Po chwili Liam i Zayn rozdzielili dwójkę. Podbiegłam do Ashton'a.
-Ashton, boli Cię coś?-zapytałam.
-Nie. Jest dobrze.
-Zadzwonić może po kogoś?-martwiłam się o niego.
-Melisa po prostu odejdź.-miałam dość tego całego balu. Wyszłam z sali i poszłam w stronę przystanku autobusowego. Na dworze było chłodno i wiał wiatr. Materiał sukienki przylegał do mojej skóry, a ja trzęsłam się z zimna. W pewnym momencie poczułam na sobie ciepły materiał, a w moje nozdrza uderzył zapach męskich perfum i wody po goleniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Niall'a.
-Co tu robisz?-spytałam
-Ratuję Cię, żebym nie umarła z zimna.
-A Anna?
-Jest na tankowana i nie kontaktuje ze światem.
-Dziękuję.-mówię cicho.
-Odwiozę Cię.
-Niall, nie chce Ci robić problemu.
-A czy kiedyś robiłaś?-podał mi rękę, a ja złączyłam nasze dłonie. Zaś Niall splótł nasze palce, co mnie zdziwiło, bo nigdy odkąd się znamy nie robił takich rzeczy. Gdy już jechaliśmy Niall włączył ogrzewanie, wiedząc jak mi było zimno.
-Dziękuję.-powiedziałam, a on się uśmiechnął. Gdy byliśmy już pod domem podziękowałam Niall'owi i wyszłam z samochodu.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ