19 maj 2014

Forever. Chapter 7.

Do szkoły o dziwo szybko dojechałam. Trafiłam na przerwę.
-Hej.-uśmiechnęłam się do Louis'a i Anne, gdy weszłam do klasy. W naszym kierunku zaczęła zmierzać Natalie.
-Myślałam, że już nie przyjdziesz.-zwróciła się do mnie.
-Zaspałam.
-Nie będzie mnie dziś na informatyce, więc pamiętaj u mnie od razu po lekcjach.
-Dobrze.-zadzwonił dzwonek.-Co teraz?
-Religia.-szepnął Liam. Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam. Do klasy weszła katechetka i zaczęła sprawdzać obecność.
-Angel, ty masz we krwi spóźnianie się?-klasa zachichotała.
-Zaspałam.
-Wstań!-uniosłam się z krzesła, a dłońmi podparłam ławkę.-"Zaspałaś" powiadasz. Mam Cię budzić, żebyś zdążyła do szkoły? Two...
-Przecież nie robię tego specjalnie.
-Nie przerywaj mi w zdaniu. Teraz wyjdziesz na środek klasy i powiesz: "Jestem nie mądra przerywając nauczycielce w zdaniu".
-Nie zrobię tego.-usiadłam na krześle.
-Tak się bawimy? Zapraszam do dyrektora. Teraz.
-Pani znęca się psychicznie nad uczniami.-usłyszałam za sobą głos Harry'ego. Spojrzałam na niego z miną "Co ty robisz?!". Wystarczyło, że ja miałam na pieńku u katechetki, on już nie musiał. Naprawdę go nienawidziłam, ale nie chciałam dla niego źle. On mrugnął lekko w moją stronę. Co się dzieje? Dlaczego on się w ogóle odezwał? Powinien się ze mnie teraz nabijać.
-Wasza dwójka do dyrektora. Teraz.-ja i Harry wstaliśmy i wyszliśmy z klasy.
-Co ty robisz?-zaczęłam. Styles nic nie odpowiedział.-Harry.
-Nikt nie ma prawa odnosić się tak do kobiet. Tym bardziej ona.
-Ale nie musiałeś się wtykać do mnie. Jestem ci za to wdzięczna, ale ja Cię nienawidzę. Ty mnie nienawidzisz. Od pewnego czasu stale coś jest między nami. Najpierw ten projekt, kolano i bal. Harry jak dla mnie to jest zbyt dużo.
-Melisa, ja wiem. Też mi nie jest z tym komfortowo. Nie mam przez Ciebie swojego życia.
-Ja też. Od niedawana moje życie obraca się wokół Harry'ego Styles'a.-byłam zdziwiona tym, że nasza rozmowa była normalna i nie warczeliśmy na siebie.
-Melisa?
-Tak?
-Obiecaj, że po balu o sobie zapomnimy.
-Obiecuję.
-Dziękuję.
-Angel Melisa i Styles Harry.-zawołał nas dyrektor. Weszliśmy do gabinetu.-Z tego co powiedziała mi panna Corder-bo tak miała na nazwisko katechetka.-Spóźniacie się na lekcje i jej pyskujecie.
-Proszę pana...-zaczął Harry.-spóźniliśmy się, ponieważ mieliśmy powody. Panna Corder znęca się psychicznie nad uczniami. Kazała Melisie stanąć na środku klasy i powiedzieć, że nie będzie jej przerywała w zdaniu. To jest chore.
-Rozumiem, ale nie można mówić takich rzeczy nauczycielce.
-Od kiedy nie można mówić prawdy?-warknął Harry.
-Melisa, a ty masz coś do powiedzenia?-zwrócił się w moją stronę dyrektor. Pokiwałam przecząco głową.-Dobrze. Widzę, że się z wami nie dogadam. Do widzenia.
-Dziękuję.-powiedziałam do Harry'ego, gdy szliśmy przez korytarz.
-Za?-był oschły.
-Za to, że mnie broniłeś.-wzdrygnął ramionami i odszedł.
* * *
-Dzień dobry.-otworzyła mi mama Natalie.
-Witaj. Wejdź. Olivia i Natalie już czekają.
-Cześć.-uśmiechnęłam się do obu.
-Hej.-odpowiedziały równocześnie. Olivia nie była dużo wyższa od Natalie. Miała ciemne oczy, okulary na nosie i blond włosy związane w kłosa. Doradzanie się zaczęło. Olivia nakazała mi lekko polokować włosy i je luźno spiąć uważała, że sukienka, którą założę będzie idealnie pasowała do tej fryzury i moich rys twarzy. Gdy wróciłam do domu była 8pm.
-Gdzie byłaś?-zapytała mama wchodząc do pokoju.
-U Natalie.
-Jutro będę w domu dopiero przed 7pm. więc nie czekaj na mnie.
-Yhym...-mruknęłam. Odgrzałam spaghetti i ruszyłam do salonu. Włączyłam telewizję i zaczęłam oglądać film. Zasnęłam na kanapie.
* * *
Gdy rano się obudziłam dochodziła 7am. Lekcje zaczynały się o 10am., więc miałam sporo czasu, aby trochę posprzątać i uszykować się na spokojnie do szkoły. Gdy zjadłam śniadanie załatwiłam poranną toaletę i posprzątała. Poszłam do swojego pokoju i otwarłam szafę wyciągnęłam ubrania. Wzięłam klucze, wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Na zewnątrz było niesamowicie ciepło, co mnie zdziwiło. Z racji takich warunków atmosferycznych postanowiłam, że do szkoły pójdę pieszo. Założyłam słuchawki na uszy i zaczęłam zmierzać w stronę miejsca docelowego. Dźwięk muzyki przytłoczył odgłos trąbienia auta. Odwróciłam się i ujrzałam Louis'a.
-Hej.-uśmiechnęłam się.
-Wsiadaj.-po kilku sekundach siedziałam na przednim siedzeniu pasażera.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

1 komentarz: