31 gru 2014

Forever. Chapter 15.

-Hej kotku...U Melisy...Tak...Musiałem...Ma ciężki okres w swoim życiu...Nie krzycz...Można powiedzieć, że jestem jej bratem...Nie...Przyjadę...Będę po ciebie na uczelni....Kocham cię. Pa.-Louis się rozłączył, a ja zaczęłam się ubierać. Musiałam zaprzestać ciągłe spotkania z Lou. Inaczej jego związek by się rozpadł. Nienawidziłam Eleanor, ale nie do takiego stopnia. Gdy wyszłam z łazienki, Louis'a nie było w pokoju.
-Louis...-powiedziałam gdy weszłam do kuchni.
-Tak?
-My...Ja myślę, że musimy na jakiś czas dać sobie ze sobą spokój.
-Co?-odwrócił się od lodówki w moją stronę.
-Ja rujnuję twoje życie. Twój związek. Nie masz przeze mnie do nikogo czasu.
-Spokojnie.-przytulił mnie.-Jesteście oby dwie dla mnie ważne. Nie zostawię ani ciebie, ani Eleanor.
-Louis, ale...
-Melisa, nie masz się o co martwić.
-Jedź do niej.
-Kocham cię. Do zobaczenia.
-Pa.-uśmiechnęłam się lekko. Poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i zadzwonił telefon
-Halo?
-Umm...Cześć.-usłyszałam po drugiej stronie zachrypnięty głos.
-Harry?-zapytałam.
-Ta.-Czego on ode mnie chciał?
-Czy...Czy coś się stało?-zdenerwowałam się.
-Nie...Tak...Wpuścisz mnie?
-Co?-zakrztusiłam się własnym oddechem.
-Otwórz mi te cholerne drzwi od balkonu.
-Co?-byłam w szoku.
-Melisa.-zirytował się.
-Już.-odłożyłam telefon i podbiegłam do okna. Otworzyłam je i ujrzałam sylwetkę Harry'ego.
-Co ty tutaj robisz?-wypuściłam nieświadomie wstrzymywane powietrze.
-Możemy wejść?-zapytał.-Nie chcę, aby ktoś nas widział i byłoby niezręcznie.
-Wejdź.-przyciszyłam głos.-Co co chodzi?-usiadłam na łóżku, krzyżując nogi, a Harry obok mnie.
-Melisa. Ja przyszedłem ci to wszystko wytłumaczyć. Ja w ogóle nie wiedziałem co robić. Zmarła najbliższa mi osoba. Byłem zszokowany. Gdy przyszłaś za mną nie wiedziałem co robić. Potrzebowałem tego. No i... No i cię pocałowałem.Powtarzam się z tym, że nie wiedziałem co robić ale teraz już wiem.-powiedział i się nade mną nachylił. Lekko się uśmiechnął. Musnął moje usta swoimi czekając na znak. Coś mnie do niego ciągnęło. Pocałowałam go. Harry zaczął pogłębiać nasze pocałunki. W pewnym momencie się ocknęłam.
-Harry.-odsunęłam się od niego.-Co ty robisz? Co my robimy? Harry, przez to rozpadła się moja przyjaźń z Natalie.
-Ja nie wiem co robię. Ja cię chyba lubię. Gdy jesteś w pobliżu wyczuwam potrzebę bycia obok ciebie.-zaśmiał się.
-Harry, ale ja nie wiem...Nie wiem co ja do ciebie czuję. Czy w ogóle coś czuję.
-Więc? Co robimy?-zapytał
-Nie wiem.-mruknęłam.-Czy my...Czy my możemy jakoś tak wiesz?
-Spróbować jakoś nawiązać ze sobą kontakt czy coś?
-Ta.-jęknęłam.
-Możemy spróbować.
-Więc...
-Ugh...Piona? Żółwik?-zaśmiał się.
-Dobra.-przeciągnęłam.
-To idę.-powiedział i skierował się w stronę balkonu.
-Nie chciałbyś wyjść drzwiami? Wyglądasz jak włamywacz.
-Cii...-zaśmiał się i wyszedł. Co ja przed momentem zrobiłam? Zawarłam coś w stylu "przymierza" z Harry'm? Ja? Bóg mnie opuścił. Czy ja się po raz drugi z nim całowałam? Melisa, idiotko. Dziewczyno co ty robisz ze swoim życiem?
Harry's POV:
Styles czy ty upadłeś na głowę? Jak mogłem powiedzieć, że ją lubię? Czy to było dobrym układem? Ja i ona? Nie. Nigdy. To są dwa inne światy. Fakt, jest pociągająca, ale jeśli zadawałbym się z nią tak jak ona to widzi, to oddaliłbym się od znajomych. Styles, kretynie.
Melisa's POV:
-Hej, Zayn.-powiedziałam do telefonu.
-Hej. Stało się coś?
-Powiedzmy, że potrzebuję się wyluzować.
-Dobrze trafiłaś.-zaśmiał się.-Gdzie jesteś?
-W domu. Za ile będziesz?
-Jestem w okolicy. Za niecałe dziesięć minut.
-Dobra.-zeszłam na dół chwilę po zakończeniu rozmowy i otworzyłam drzwi Malik'owi. Po kilku minutach był w domu.
-Hej.-uśmiechnęłam się, gdy mnie przytulił.
-Byłaś ze Styles'em.-zmierzył mnie wzrokiem.
-Co?-mój głos się podniósł przez co pisnęłam.
-Czuć jego perfumy. Tylko on takich używa.
-No dobra. Tak. Był tu.
-Nie mam więcej pytań.-w duchu dziękowałam Bogu, że Zayn'a nie interesują moje poczynania z Harry'm.
-Idziemy na imprezę.-zaśmiał się i ruszył w stronę mojego pokoju. Gdy już tam był otworzył szafę i wyciągnął ubrania.
-Czekaj.-powiedziałam.
-Co?-zapytał.
-Masz papierosa?
-Jeżeli Louis się dowie, to mnie zabije.-powiedział dając mi paczkę papierosów i zapalniczkę.
-Dzięki.
-Wiesz, że tego nie powinnaś robić.-mruknął.
-Ty tym bardziej.-zaciągnęłam się
-Jesteś zbyt idealna na palenie.
-Kto to mów.-zapadła cisza.-Chcę zrobić sobie tatuaż.
-Dobra daj te papierosy. To był ostatni papieros jakiego dostałaś ode mnie. Ubieraj się. Jestem w samochodzie.-powiedział i podał mi ubrania. Poszłam do łazienki się ubrałam. Trochę mocniej się umalowałam i popsikałam perfumami. Wyszłam z domu i poszłam do samochodu Zayn'a. 
-Wyglądasz zniewalająco.-uśmiechnął się przygryzając wargę, jak to miał w zwyczaju, a ja lekko się zarumieniłam.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

22 gru 2014

Forever. Chapter 14.

Poszłam prosto do domu. Nikogo nie było. Tak myślałam, póki nie weszłam do mojego pokoju. Natalie.
-Hej.-powiedziałam.
-Jesteś do dupy!-zaczęła na mnie krzyczeć.-Jak mogłaś mi to zrobić?! Całowałaś się z Harry'm. Mówiłaś, że go nienawidzisz. Pamiętasz?! Mówiłaś że on cię nie interesuję. No ale...
-To nie jest ani moja wina ani jego.-przerwałam jej w środku zdania.-To był przypływa emocji. Mój tak samo jak jego. On tego potrzebował.
-Czy ty się słyszysz?-fakt nie brzmiało to zbyt dobrze, no cóż...-Myślałam, że jesteś inna. Myliłam się.-zapadła cisza, którą przerwałam.
-Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć z rzeczy, których robię. Jestem dorosła i nic złego nie zrobiłam. Jasne ty wiesz wszystko lepiej, bo zamiast posłuchać mnie to właśnie masz to w dupie i widzisz tylko swoje własne ja.
-Słuchaj. To jest koniec, Meliso. Miałaś tyle szans, że...
-Jakich szans? O czym ty mówisz?
-Jesteś śmieszna.-powiedziała i wyszła. W momencie się rozpłakałam. Straciłam taką ważną osobę. Straciłam cząstkę mnie.
Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Lou.
-Halo?-odezwałam się.
-Melisa, co się stało?-zapytał słysząc mój łamiący się głos.
-Natalie.-rozpłakałam się bardziej.-Już wszystko wie. Wszystko skończone. Lata przyjaźni. Już ich nie ma.
-Spokojnie. Tylko nie płacz, proszę. Przyjechać?
-Tak. Proszę.
-Za chwilę jestem.-powiedział i się rozłączył. Po 10 minutach Louis wszedł do mojego pokoju.
-Boże, Melisa. Okropnie wyglądasz.-przytulił mnie. Od razu się rozpłakałam. Moje oczy były zakrwione i podkrążone. Włosy stały na wszystkie strony świata, a usta były opuchnięte.-Nie płacz, proszę. To nie twoja wina. Natalie nie potrafiła tego zrozumieć. Nie panowaliście nad sobą.-po bardzo długiej chwili lekko się uspokoiłam. Ciągle pojedyncze łzy spływały mi po twarzy.-A teraz patrz co mam!-krzyknął Louis wyciągając dwa pudełka lodów.
-Louis.-próbowałam się uśmiechnąć.
-Żadnego Louis nie słyszę. Ty się tu spróbuj ogarnąć a ja czekam na ciebie w kuchni.-powiedział zamykając drzwi. Wstałam z łóżka podeszłam do szafy i wyciągnęłam nowe ubrania, ponieważ stare były mokre od łez. Poszłam do łazienki i zaczęłam myśleć nad swoim życiem. Gdyby nie Louis nie wiem co bym ze sobą zrobiła. On zawsze przy mnie był i mnie pocieszał. Był moim aniołem stróżem. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Poszłam do kuchni, ale nie zastałam tam Lou.
-Bu!-usłyszałam za sobą jego głos przez co się przestraszyłam odskakując z miejsca, na którym stałam. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-Nie masz za co.
-Mam. Zostawiłeś Eleanor i przyjechałeś do mnie. Nie chcę żadnych napięć w waszym związku.
-Posłuchaj. To ty jesteś najważniejsza.
-Ale mnie nie poślubisz.
-Kto to wie.-wybuchnęliśmy obydwoje śmiechem. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć, ale nigdy w życiu byśmy się nie pobrali. Poszliśmy do salonu i włączyliśmy TV. Leżałam na nogach Lou, a on bawił się moimi włosami.
-Dlaczego nie każesz mi przestać?-zapytał.
-Polubiłam to.-spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
-Uwielbiam gdy się uśmiechasz.
-Tak?
-Tak.-zaśmiał się.-Jest najpiękniejszy na świecie.
-Bardziej piękny niż uśmiech Eleanor?
-Oczywiście.-znów się zaśmiał.-A teraz może coś zjemy?
-Ja...Ja nie jestem głodna.-skłamałam.
-Nawet nie zjadłabyś pizzy?-wiedział że ją uwielbiam.
-Nie.
-Więc o co teraz chodzi?-spoważniał.
-O nic, Louis. Po prostu nie chcę mi się jeść.
-Uważaj bo uwierzę.-zapadła cisza, a Lou intensywnie nad czymś myślał.-Harry.
-Co?-moje oczy się rozszerzyły.
-Nie chcesz jeść przez niego.
-Louis daj mi spokój.
-Jeżeli coś ci się stanie, uwierz mi zabiję go.
-Nic mi się nie stanie. Nie przesadzaj.-mruknęłam zawieszając wzrok na moich paznokciach.-Zostaniesz na noc?-zapytałam.
-Zostanę.-powiedział i poszedł do kuchni. Cicho westchnęłam. Ruszyłam za nim, aby zobaczyć Louis'a stojącego przy zlewie skubiącego skórki paznokci. Robił, tak zawsze, gdy się denerwował.
-Louis nie denerwuj się.
-Ja się nie denerwuję.
-Zbyt długo cię znam. Nie martw się o mnie, nic mi się nie stanie.-ziewnęłam.
-Chodź. Pójdziemy do twojego pokoju, wykąpiesz się i pójdziemy spać. Jak na dzisiaj przeszłaś trochę zbyt dużo.-wiedziałam, że był na mnie zły, ponieważ nie chciałam jeść. Poszliśmy do pokoju, a ja wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam długi gorący prysznic. Gdy wyszłam zastałam Louis'a zwiniętego w kłębek na moim łóżku. Lekko się uśmiechnęłam. Bardzo się dla mnie poświęcał. Czasami tego nie potrafiłam docenić. Przykryłam go kołdrą i położyłam się obok niego.  W sekundzie owinął mnie swoim ramieniem.
* * *
Następnego ranka obudziłam się leżąc na torsie Lou. W momencie wstałam i podeszłam do szafy po ubrania.
-Co się dzieje?-zapytał gdy się obudził przez mój nagły ruch.
-Nie, nic, Przepraszam. Nie chciałam.
-Spokojnie.-uśmiechnął się. Nawet rano z lekko podkrążonymi oczami i potarganymi oczami był przystojny. Eleanor była wielką szczęściarą. Nagle zadzwonił jego telefon.
-To El, przepraszam.-powiedział, a ja kiwnęłam głową, wzięłam  ubrania i poszłam do łazienki. Przyłożyłam swoje ciało do drzwi, aby słyszeć to co mówi Louis. Wiedziałam, że to nie powinno się zdarzyć ale chodziło o związek mojego przyjaciela.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

20 gru 2014

Forever. Chapter 13.

W głowie odtwarzałam sobie kilka razy wydarzenia sprzed paru minut. Całowałam się z Harry'm. Dlaczego? Dlaczego, on to zrobił? Może poniosły go emocje? Może nie potrafił znieść całej tej sytuacji i się w niej odnaleźć? Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk klaksonu. Wstałam z ławki i poszłam do samochodu Liam'a.
-Co się stało?-zapytał Louis, gdy usiadłam na tylni siedzeniu pasażera obok niego. Dlaczego on tak cholernie dobrze mnie znał? Lekko się do niego przytuliłam. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że zdradziłam Natalie.
-W domu się wszystkiego dowiesz.-powiedział na tyle cicho, aby usłyszał to tylko on. Zaczęłam wystukiwać różne rytmy pukając o telefon. Ręka Louis'a znalazła się na moich włosach i zaczęła je targać. Z natury kazałabym mu przestać, ale nie wtedy.
-Dzięki Liam.-powiedziałam gdy zaparkował pod moim domem.
-Nie ma za co. Do zobaczenia.-uśmiechnął się.
-Pa.-starałam się odwzajemnić uśmiech. Weszłam do domu, a za mną Louis. Mamy nie było. Ruszyłam w stronę mojego pokoju. Chciało mi się strasznie płakać. Usiadłam na krawędzi łóżka i utkwiłam wzrok na zdjęciu, na którym byłam ja i Natalie.
-Mel, co się stało?-Louis ukucnął przede mną i chwycił moje dłonie.
-Ja...Boże...Harry...Ja...
-Całowaliście się?-jakby czytał w moich myślach. Przytaknęłam głową i ją spuściłam na dół. Moje oczy się zaszkliły.-Spokojnie.-palcami przejechał po moich dłoniach.
-Louis. Ja zerwałam przyjaźń z Natalie. Ja ją zdradziłam. Zrozum.
-Przecież, nikt nie musi się dowiedzieć.
-Prędzej czy później ona się dowie. Ona mnie zniszczy. Dopiero co lekko odbudowałyśmy ze sobą kontakty. Ja to spieprzyłam. Ja.-płakałam. Louis cały czas trzymając moje dłonie przytulił mnie.
-Masz mnie.-szepnął. Moje uspokojenie się trwało kilka minut.
-Louis, dziękuję.-powiedziałam.
-Za co?
-Za to, że jesteś. Bez Ciebie bym sobie nie poradziła.
-Pamiętaj, że zawsze będę do twojej dyspozycji.-uśmiechnął się i pogładził mój policzek.
* * *
Gdy obudziłam się następnego dnia zastałam Lou u mnie w pokoju.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam.
-Obudziłem się zbyt wcześnie. Pomyślałem, że po Ciebie wpadnę.-powiedział.
-Umm... Okej?-wstałam, podeszłam do szafy i wyciągnęłam ubrania.  Poszłam do łazienki, gdzie szybko załatwiłam to co trzeba. Ubrałam się i wyszłam.
-Wyglądasz jak woda.-skomentował Louis.
-Tej dzięki. Umiesz komplementować.-powiedziałam z sarkazmem. Zeszliśmy do kuchni, gdzie mama jak zwykle popijała poranną kawę.
-Cześć.-mruknęłam.
-Dzień dobry.-powiedziała. Wzięłam jabłko ze stołu i ruszyłam w stronę drzwi.
-Co?-zapytałam Louis'a, gdy ubrałam buty i byłam gotowa do wyjścia, a on podpierał framugę drzwi.
-Nie wyjdziesz stąd.
-Bo?-lekko się zdenerwowałam.
-Bo nie będę patrzył jak się głodujesz.-Louis poszedł do kuchni i wyciągnął z szafki batonik.-Chociaż to zjedz. Proszę.-przewróciłam oczami i wzięłam z jego dłoni batonik.-Coś myślę, że będę tutaj częściej rano przychodził.-powiedział gdy szliśmy na uczelnię.
-Louis. Wiesz przez co przechodziłam w dzieciństwie.-zapadła niezręczna cisza.
-Przepraszam.-powiedział.
-Nie masz za co. Po prostu nie wracajmy to tego jakże interesującego punktu w moim życiu.-powiedziałam szeptem.
W szkole wszystko było inne. Inne i dziwne. Wszyscy nauczyciele byli spokojni i nie krzyczeli na nas. Do Harry'ego każdy podchodził z dystansem. Na każdej lekcji oby dwoje przyłapywaliśmy się na patrzeniu na siebie. Szybko opuszczaliśmy wzrok. Tak w kółko. Skończyliśmy z Lou lekcje. Wychodziłam z nim z szatni.
-Czekaj.-szepnęłam.
-Co?-zapytał.
-Cicho.
-Czy ty chcesz podsłuchiwać rozmowę Styles'a?-szepnął mi do ucha. Przytaknęłam głową. Słyszałam jak Harry wypowiada słowa "Jest idealna", "chyba ją lubię" czy "ma niesamowite oczy".
-Możemy iść?-mruknął do mnie Louis.
-Tak.-złapałam go za rękę i wyszliśmy z uczelni. Przy bramie stała Eleanor? Nie, tylko nie ona. Wiedziałam, że była dziewczyną Lou, no ale cóż nie darzyłam jej sympatią.
-Hej, kotku!-krzyknęła i pocałowała chłopaka. W ułamku sekundy cofnął mi się poranny batonik.
-Hej Melisa.-przytuliła mnie, a ja z niechęcią odwzajemniłam uścisk krztusząc się zapachem jej perfum. Nagle mój telefon za wibrował dając mi znak, że dostałam wiadomość.
-Przepraszam.-powiedziałam do dwójki i odeszłam kawałek, aby przeczytać wiadomość. "Dziękuję, że się starasz. Niedługo Ci to wynagrodzę. Xxx" Nadawcą SMS-a był Louis. "Robię to tylko dla Ciebie."-odpisałam.
-Ja już pójdę.-oznajmiłam dwójce zakochanych.
-Melisa, odwiozę cię.-zaoferował Louis.
-Nie. Dzięki. Nacieszcie się sobą.-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem

5 sie 2014

Ogłoszenie parafialne

Hej kochani! :) Jak na pewno zorientowaliście się po nazwie postu mam do was wiadomość. Otóż do końca tych wakacji nie pojawią się tutaj żadne rozdziały. Jest mi z tego powodu strasznie przykro, ale zaniedbałam was, a sama nie mam zbyt dużo czasu. Podejrzewam, że wy też nie macie czasu, aby czytać moje wypociny. Wyjazdy, spotkania ze znajomymi, imprezy - normalna rzecz. Ugh... Zanudzam was, wiem xD Ale! Do końca wakacji powinny pojawić się tutaj nowe zakładki :) Rozdziały będę dodawała co piątek. Więc następny rozdział powinien pojawić się w PIERWSZY PIĄTEK WRZEŚNIA (05.09.) Już zbytnio nie wiem co pisać, więc- dziękuję, przepraszam i do zobaczenia. 
NA KONIEC KILKA GIFÓW :)
Kocham was :)

Do zobaczenia :)






18 lip 2014

Forever. Chapter 12.

-Idę  na pogrzeb ojca Harry'ego i Gemmy.
-Ja też idę. Pójdziemy razem.
-Nie.
-Dlaczego?-wyszła z kuchni, a ja zostałam nakładając sobie sałatkę.
-Przed 11am muszę być u nauczycielki z Liam'em po kwiaty.
-Liam?
-Nowy chłopak. Jest ze mną w klasie.
-Rozumiem.-poszłam na górę i zaczęłam bawić się etui od telefonu, gdy właśnie zadzwonił. Wyświetlił mi się nieznany numer.
-Halo?-odezwałam się. Usłyszałam znajomy mi głos.
-Melisa potrzebuję Cię.-Gemma.-Przyjedź.
-Gdzie jesteś?
-W domu.
-Zaraz będę.-rozłączyłam się i zbiegłam na dół. Wzięłam bluzę z wieszaka i wybiegłam z domu. Chwyciłam rower i pojechałam w stronę domu Styles'ów. Zadzwoniłam dzwonkiem i otwarł mi nie kto inny, jak Harry.
-Ummm...A ty tu, bo?
-Przyszłam do Gemmy. Wpuścisz mnie?-byłam tak samo zdezorientowana jak on. Oczy Harry'ego były opuchnięte. Starał się je zakryć włosami, ale mu to nie wychodziło, ponieważ miał je związane.
-Tak. Wejdź.-wpuścił mnie i poszedł do swojego pokoju. Weszłam po mahoniowych schodach, ruszyłam w stronę pokoju Gemmy i zapukałam do drzwi.
-Kto tam?-usłyszałam jej głos.
-To ja. Melisa.
-Wejdź.-weszłam do jej pokoju zawieszając wzrok na naszych zdjęciach, a potem na niej. Usiadłam na łóżku i ją przytuliłam.
-Melisa, ja sobie nie poradzę.-zaczęła płakać. Wiedziałam, że chodzi o jej ojca. Gemma i Harry byli z nim bardzo zżyci. Tworzyli wspaniałą rodzinę, dopóki ich ojciec nie odszedł od nich, oznajmiając, że ma inną kobietę.
-Gemma, spokojnie.-starałam się ją uspokoić.
-Melisa, zrozum. Ja i Harry straciliśmy część swojego życia.
-Posłuchaj. To, że waszego ojca nie ma wśród was, nie znaczy, że nie jest z wami duchowo. On nad wami czuwa.
-Ale jego już nie ma.-zaczynała płakać coraz mocniej.
-Gemma, masz mamę, Harry'ego. Masz mnie.
-Dziękuję.
-Nie płacz już.
-Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
-Nie przesadzajmy.-zaśmiałam się.-A Harry? Jak on się czuje?
-Jest bardziej przygnębiony i rozklejony. Z ojcem miał wspólne pasje. Szybkie samochody, ścigacze. Chociaż on od nas odszedł gdy byliśmy jeszcze mali oni wciąż mieli kontakt i byli bardzo zżyci.-czułam, że Harry się zmieni. Trudno będzie mu się podnieść po stracie kogoś tak bliskiego jakim był jego ojciec, ale mu się uda.
-Idziemy do pracy? Musimy powiedzieć komuś, że nas jutro nie będzie.
-Tak.-Gema chwyciła telefon i torbę, a ja ruszyłam za nią po schodach.
-Gdzie idziesz?-zapytał Harry.
-Idziemy do pracy powiedzieć, że nas jutro nie będzie.
-A tej tutaj nie będzie bo?
-Ta tutaj ma imię. Melisa idzie na pogrzeb.-znowu byliśmy z Harry'm zdezorientowani. Lekko popchnęłam Gemmę w stronę drzwi. Dzięki, Bogu zrozumiała.
-Idziemy. Pa.-powiedziała do Harry'ego i wyszłyśmy.
* * *
Obudziłam się o 8am. Zeszłam na dół gdzie była mama.
-Dzień dobry.-powiedziała.
-Cześć.-odpowiedziałam.-Idę się myć. Gdy przyjdzie Louis wpuść go do mojego pokoju.
-Po co Louis?
-Chce iść ze mną na pogrzeb.-wzruszyłam ramionami.
-Dobra.-poszłam do swojego pokoju, chwyciłam ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam głowę. Ogoliłam nogi i pachy. Włosy lekko zakręciłam i umyłam zęby. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. W pokoju, na łóżku siedział Louis w garniturze.
-Pięknie wyglądasz.-przytulił mnie.
-Dziękuję. Ty też niczego sobie.-odwzajemniłam uścisk. Usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi.
-To Liam.-powiedziałam. Zeszliśmy po schodach i otworzyliśmy drzwi chłopakowi.
-Hej-powiedział i mnie przytulił, a Lou przybił piątkę.
-Jedziemy?-zapytałam, na co obydwoje przytaknęli. Wyszliśmy na ulicę i wsiedliśmy do samochodu Liam'a. Po około 15 minutach byliśmy pod domem naszej wychowawczyni. Wyszłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem, a po chwili drzwi zostały otworzone przez panią Salvatore, bo tak miała na nazwisko.
-Witaj. Poczekaj, pójdę po kwiaty.-przywitała się i szybko poszła po kwiaty, zresztą tak samo szybko z nimi wróciła.-Do zobaczenia.-uśmiechnęła się. Weszłam do samochodu i ruszyliśmy. Do kościoła, było dość blisko, więc szybko dotarliśmy bez żadnych utrudnień. Weszliśmy do kościoła i usiedliśmy w przedostatniej ławce. Obrzędy mszy trwały około godziny. Gdy msza się skończyła szybko ustawiliśmy się za rodziną Styles. Doszliśmy do wielkiej "dziury" na cmentarzu. Ksiądz zaczął wygłaszać ostatnią mowę. Anne i Gemma płakały, a Harry trząsł się i co chwilę przegarniał włosy. Trumna zaczęła powoli opuszczać się na dół. Dookoła było słychać tylko szloch i świst wiatru. Gdy trumna leżała już w ziemi zobaczyłam uciekająca postać. Harry.
-Louis, weź kwiaty i idź razem z Liam'em.-szepnęłam do niego. Czułam, że muszę pobiec za Harry'm. Wybiegłam z cmentarza i ruszyłam w stronę parku. Okrążyłam każdy jego zakątek, każdą kryjówkę. Nic. Harry'ego nadal brak. Zrezygnowana szłam w stronę fontanny, aby trochę się rozluźnić. Zobaczyłam odwróconą do mnie tyłem wysoką sylwetkę, z ciemnymi włosami. Miała na sobie czarne rurki i marynarkę. Harry. Wiedziałam, że to on. Podeszłam do fontanny.
-Harry...-szepnęłam siadając obok niego.
-Co-co ty tutaj robisz?-szlochał.
-Jak głupia przychodzę po Ciebie, aby Cię choć odrobinę pocieszyć.-powiedziałam, a moje paznokcie stały się głównym elementem zainteresowania.-Wiem, jak to jest gdy tracisz kogoś bliskiego. Wiem, że trudno jest się pozbierać, ale z czasem się do tego przyzwyczajamy. Wiemy, że Bóg tego chciał.-zapadła długa cisza.-Zresztą...-cicho westchnęłam i wstałam z ławki. Poczułam opór. Reka Harry'ego oplotła mój nadgarstek, przez co się do niego odwróciłam. Staliśmy twarzą w twarz.-Co?-Harry nie odpowiedział. Swoimi zimnymi dłońmi ujął moją rozpaloną twarz, dzięki czemu się wzdrygnęłam. Czułam jak jego serce nie równo bije, a jego oddech oplatał moją szyje. Jego wzrok skierował się na mnie, a później na moje usta. W ułamku sekundy, nasze usta złączyły się. Właśnie w tym jednym ułamku sekundy straciłam rozum. Wiedziałam, że nie mogę całować się z chłopakiem, którego nienawidziłam. Po chwili Harry oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
-To nie powinno się stać.-powiedział i odszedł. Po prostu odszedł. Stałam przy fontannie nie wiedząc co mam zrobić. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

30 cze 2014

Forever. Chapter 11.

-Spokojnie. Przecież to nic wielkiego.-Louis mnie uspokajał.
-Boże... My będziemy pośmiewiskiem.
-Jeżeli tak to razem, nie osobno.-czuję jak pęka mi głowa od bólu i nie mogę mówić.
-Ja idę po aspirynę. Idź do mnie do pokoju.-nakazałam.
-Melisa nie rób afery.-powiedziała mama gdy weszłam do kuchni.
-Nie odzywaj się do mnie.-mruknęłam.
-Melisa Diana Angel!
-Już dosyć powiedziałaś i zrobiłaś.-wzięłam tabletkę i wróciłam do Louis'a, który grał w coś na swoim telefonie.
-Dlaczego Ci zależy na opinii Harry'ego?-zapytał
-Louis... Ja... Nie wiem.-powiedziałam łamliwym głosem i położyłam się na łóżku.
-Mogę zostać z Tobą jeśli chcesz.
-Jeślibyś mógł.
-Jasne.-po około piętnastu minutach spałam otulona ramieniem Louis'a.
* * *
W poniedziałek nie poszłam do szkoły. Byłam przemęczona moim zaziębieniem i cały dzień siedziałam w łóżku. Koło godziny 5pm ktoś zapukał do drzwi.
-Jeżeli chcesz mi mówić, że jestem głupia to odejdź.-powiedziałam nie otwierając drzwi.
-Mel, to ja Gemma.-usłyszałam jej głos.
-Wejdź.-Gemma weszła do pokoju i mnie przytuliła na powitanie. Była wspaniale ubrana. Nie to, co ja.
-Jak się czujesz?-zapytała.
-Już trochę lepiej.
-Melisa, Harry mi o wszystkim powiedział.
-To znaczy?
-O tej całej sytuacji na balu.
-Oh...-westchnęłam.
-Ja Ci oddam pieniądze.
-Co?
-Masz to za tą sukienkę.-powiedziała wyciągając z kieszeni spodni pieniądze.-Mam nadzieję, że tyle wystarczy.
-Weź to. Gemma, ja nie potrzebuję pieniędzy.
-Masz to wziąć.
-Nie.-mruknęłam z niezadowolenia tym, że mi się sprzeciwiła.
-Całe życie jesteś uparta.-schowała pieniądze.-Louis nie może dziś do Ciebie przyjść i pyta się czy jutro będziesz w szkole.
-Będę.-powiedziałam cicho.
-Ja już może pójdę.-Nie zatrzymywałam Gemmy bo chciałam być sama.-Pa.
-Pa.-przytuliłam ją. Odrobiłam lekcje na jutro i poszłam do łazienki. Załatwiłam tam wszystko to co potrzebne do jutrzejszego dnia i lekko rozjaśniłam końcówki włosów.
* * *
Rano, gdy się obudziłam czułam się dosyć dobrze. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ubrania. Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz. Rozczesałam włosy, które lekko wyprostowałam. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie mam piła jak zwykle swoją poranną kawę.
-Mówi się coś.-powiedziała do mnie. Udałam, że nic nie usłyszałam i wzięłam swoje śniadanie czyli jabłko i wyszłam z domu kierując się na uczelnię.
-Hej, Mel.-usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się, aby zobaczyć Niall'a.
-Niall! Nawet nie wiesz jak mi Cię brakowało!-przytuliłam się do niego.
-Mi Ciebie też. przepraszam, że nie przyszedłem do Ciebie, ale mój bratanek się rozchorował i musiałem go pilnować.
-Nic się nie stało. Był u mnie Louis i Gemma.
-Gemma?-uniósł brew.
-Siostra Harry'ego. Pracujemy razem w jednej restauracji.
-Przyjaźnicie się?
-Tak. Nie jest wcale podobna do Styles'a.
-Rozumiem.-gdy weszliśmy do budynku uczelni od razu pojawił się przy nas Louis.
-Już wszystko dobrze?-zapytał i mnie przytulił.
-Tak.-zadzwonił dzwonek na lekcje.
* * *
Cały tydzień zleciał na nadrabianiu zaległości i wieczornych spacerach z Niall'em. Mieliśmy środę, a Niall zadzwonił do drzwi.
-Hej.-przytuliłam go.
-Cześć. Dzień dobry pani Angel.-uśmiechnął się do mojej mamy.-Ciągle nie rozmawiacie?-zapytał gdy wyszliśmy.
-Tak.-przyznałam
-Melisa. Wiem, że Twoja mam nie postąpiła dobrze, ale proszę Cię pogódź się z nią. Dla własnego spokoju.
-Ja wiem, ale jej nie przeproszę. Naprawdę nie mam za co.-Niall cicho westchnął. Wiem, że on chce dla mnie jak najlepiej, ale nie potrafię jej przeprosić. Podałam Horan'owi moją dłoń, a on splótł nasze palce. Już się do tego przyzwyczaiłam. Na początku się trochę opierałam, choć wtedy to on i Louis byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Natalie się do mnie nie odzywała, spotykała się z Justin'em więc i on mnie nie znał. Anna wyjechała na obóz sportowy. Liam dopingował swoją dziewczynę w tańcu, więc czasami nie było go w szkole. Zayn, jak to Zayn miał swój świat i chodził swoimi własnym ścieżkami czasami znajdując dla nas czas.
-Słyszałaś o nowinie?-zapytał Niall gdy doszliśmy do fontanny.
-Jakiej?-zapytałam.
-Ojciec Harry'ego zmarł.
-Co?
-Dzisiaj rankiem.
-Dlatego nie było go na uczelni.
-Tak. Może być teraz o dziesięć razy gorszy.
-Kto wie? Może się zmieni.-jeszcze trochę pogadałam z Niall'em i poszliśmy do swoich domów. Gdy weszłam do domu i rozejrzałam się po nim mama siedziała w salonie, więc poszłam do swojego pokoju. Umyłam się, przebrałam w piżamę i szybko zasnęłam..
* * *
Następnego dnia rano szybko się ubrałam, wzięłam jabłko ze stołu i poszłam prosto na uczelnię. Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Ostatnią była historia. Prowadziła ją nasza wychowawczyni. Nareszcie zadzwonił dzwonek.
-Melisa i Liam, zostańcie tutaj.-powiedziała wychowawczyni. Gdy wszyscy opuścili klasę, ja i Liam podeszliśmy do kobiety.-Jak wiecie zmarł ojciec Harry'ego.-zapadła cisza, a my skinęliśmy głowami.-Melisa, jesteś przewodniczącą, a Liam zastępcą. Jutro jest pogrzeb o 12am. Przed 11am macie być u mnie po kwiaty. Pójdziecie jako delegacja.-cicho westchnęłam i przytaknęłam.-Do widzenia.-powiedziała, a my jej odpowiedzieliśmy.
-Mel.-zaczął Liam.
-Tak?-zapytałam.
-Mogę po Ciebie przyjechać po Ciebie przed 11am, jeśli chcesz.
-Dobrze. Dziękuję.-rozeszliśmy się. Wyszłam z uczelni i podeszłam do bramy, gdzie stał Louis.
-Zgadnij kto.-zaśmiałam się zakrywając mu oczy.
-Moja królewna.-odwrócił się i mnie lekko podniósł przytulając. Poszłam z nim do samochodu, ponieważ zaproponował mi podwózkę.
-Co jest?-zapytał.
-Nic.
-Wiesz, że mnie nie oszukasz.
-Idę jutro z Liam'em na pogrzeb ojca Harry'ego. Jesteśmy delegacją.
-Mogę iść z wami.
-Skoro tego chcesz.-westchnęłam.
-Chcę.
-Liam będzie po mnie przed 11am, więc bądź tak koło 10.30am.
-Dobrze.-Louis zatrzymał się pod moim domem.
-Dziękuję.-pocałowałam go w policzek.
-Kocham Cię.-szepnął.
-Ja Ciebie też.-wyszłam z samochodu i poszłam do domu.
-Kto Cię przywiózł?-zapytała mama gdy zdjęłam buty i weszłam do kuchni.
-Nie powinno Cię to interesować.-mruknęłam.
-Dobra, Melisa. Przepraszam, że Harry i Gemma widzieli Ciebie i Louis'a gdy razem spaliście. Nie powinnam kazać robić Anne tego zdjęcia.-wzruszyłam ramionami i przytaknęłam.
-Nie idę jutro do szkoły.
-Dlaczego?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

13 cze 2014

Forever. Chapter 10.

Stanęłam przed drzwiami i wyciągnęłam klucze z torebki. Starałam się otworzyć drzwi jak najciszej co mi się udało. Weszłam po cichu na górę do swojego pokoju i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i przebrałam się w piżamę. Czy Harry i ja zapomnimy teraz o sobie? Czy Natalie będzie na mnie zła? Te pytania chodziły mi po głowie póki nie zasnęłam. Gdy się obudziłam była 12. Załatwiłam poranną toaletę i się ubrałam. Pogoda za oknem była okropna. Zeszłam na dół do kuchni i na stole zastałam od niej karteczkę. "Jestem w centrum handlowym z Anne, będę późno. Nie czekaj z obiadem. Mama." Moja rodzicielka ma większe życie towarzyskie niż ja, tylko dlaczego z mamą Harry'ego. Chwyciłam jabłko i poszłam na górę. Do 3pm przeglądałam Tumblur'a. Przez pogodę, byłam ospała i bolała mnie głowa. Zeszłam do kuchni, aby odgrzać obiad, ale i tak nic nie zjadłam. Zaczęło boleć mnie gardło, a z nosa lała się woda. Wyszła mi wczorajsza pogoda i bal z Harry'm.
-Halo?-odebrałam telefon stacjonarny.
-Hej. Nie idzie się do Ciebie dodzwonić. Stało się coś?-dzwonił Louis.
-Nie, nie. Telefon mam rozładowany i jest u mnie w pokoju, a ja jestem w kuchni.
-Melisa?
-Hmm?
-Czy Tobie się nic nie stało?
-Nie. Jestem troszkę przeziębiona, ale to nic.
-Jesteś pewna? Jeśli chcesz mogę przyjechać.
-Przyjedź.
-A jednak.
-Nie.-przerwałam mu.- Potrzebuję spędzić z Tobą trochę czasu.
-Zaraz będę.-Louis się rozłączył, a ja poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Po niepełnych piętnastu minutach Louis wszedł do domu, zamykając drzwi na klucz. Wyszłam na korytarz, a on stał z jedną czerwoną różą.
-A to z jakiej okazji?-zapytałam.
-Bez okazji.-uśmiechnął się.-Pamiętasz jak byłaś mała i było ci smutno? Zawsze podkradałem mamie róże z ogrodu. Potem Ci je przynosiłem. Mama była zawsze na mnie zła i nie kazała mi tego nigdy więcej robić, ale jej nie słuchałem nigdy. Tym razem historia się powtórzyła.-wspomnienia powróciły. Podeszłam do Louis'a i go mocno przytuliłam.-Kocham Cię.-szepnął.
-Ja Ciebie też.-nalałam wody do wazonu i wzięłam różę od chłopaka.
-Film?-zapytał.
-Tak.
-Trzy metry nad niebem?
-Jasne.-po około pięciu minutach oglądaliśmy film. Byłam wtulona w tors Louis'a i na pół spałam, zresztą tak samo jak on. W połowie filmu przestałam kontaktować i zasnęłam. Obudziłam się tak samo jak zasnęłam, ale jedyną różnicą było to, że ja i Louis byliśmy przykryci kocem. Lou powoli też wybudzał się ze snu.
-Mel, ja przepraszam.-mruczał pod nosem.
-Jejku, zasnąłeś w domu swojej przyjaciółki. Wielkie mi rzeczy.-przewróciłam oczami, a on się uśmiechnął i pocałował mnie w czoło. Uwielbiałam jego gesty.
-To kiedy ślub?-weszła mama do salonu.
-Mamo!-krzyknęłam i zakryłam twarz poduszką. Louis się zaśmiał i pogładził mnie po ramieniu.
-Dobra, dobra. Ale zdjęcie już kilka osób widziało.
-Co? Jakie zdjęcie?!-mama odblokowała ekran swojego telefonu i pokazała nam zdjęcie, na którym byłam ja i Louis śpiący razem.
-Kto je widział?
-Rodzice Louis'a.
-Ktoś jeszcze?
-Anne.
-Co?!
-Przyszłyśmy z centrum i weszłyśmy do salonu zastając taki piękny obrazek. Anne zrobiła zdjęcie waszej dwójce.
-Przecież ona to pokaże Gemmie, Harry'emu i Bóg wie komu jeszcze! Jestem dla niej obcą osobą, a Louis tym bardziej.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
* * *
Ashton Irwin (21)

Cara Delevingne (20)


10 cze 2014

Forever. Chapter 9.

Po kilku minutach podszedł do nas nieznany mi chłopak.
-Cześć Styles.-przybili sobie piątkę.-Przedstaw swoją partnerkę.-zaśmiał się.
-To jest Melisa. Moja umm...-Harry zaczął się jąkać.
-Znajoma.-dokończyła za niego, a on na mnie spojrzał i się lekko uśmiechnął.
-Ashton.-podał mi rękę. Po chwili podeszłą do nas wysoka blondynka.
-Ashton, wszędzie Cię szukałam.-jej przeszywający głos odbił się kilka razy o moje uszy.
-Aha. Fajnie. To jest moja przyjaciółka Cara.
-Hej.-przywitała się. Ashton i Cara dosiedli się do naszego stolika. Rozmawialiśmy dobrą godzinę, o dziwo ja i Harry ani razu na siebie nie warknęliśmy.
-Ja za moment przyjdę.-powiedziałam.
-Gdzie idziesz?-zapytał Ashton.
-Do przyjaciół.-uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę Louis'a i Niall'a.
-Hej.-przytuliłam się do nich, a oni się przywitali.
-Dajesz radę?-zapytał Louis.
-Tak. Jak na razie nie jest źle. Trochę na siebie warczeliśmy, gdy weszliśmy, ale teraz przyszedł Ashton i jego przyjaciółka i Harry jest miły. Czasami się nawet uśmiecha.
-Jeżeli Cię tknie to go zabiję.-mruknął Niall.
-Horan spokojnie.- zaśmiałam się.- Mówiłam już o tym Lou, Harry jest zaborczy, aż za bardzo, ale gdzieś tam w środku ma iskierkę dobroci.
-Ty i te twoje przemówienia.-odwróciłam się, a za mną stał Justin.
-Hej.-przytuliłam go. Rozejrzałam się po sali szukając wzrokiem Natalie, ale jej nie znalazłam. Spojrzałam na nasz stolik i po chwili zaczęłam tego żałować. Ashton zaczął do mnie machać, abym przyszła do stolika.
-Ja muszę do nich iść.-powiedziałam.
-Zatańczymy dzisiaj?-zapytał Niall.
-Z pewnością.-uśmiechnęłam się do blondyna.-Pa.-odeszłam od nich i zaczęłam zmierzać w stronę stolika. Usiadłam obok Harry'ego, ale zachowałam przy tym pewną odległość.
-Harry, długo znasz się z Melisą?-zapytała Cara.
-Praktycznie od przedszkola, prawda?-spojrzał na mnie. Pokiwałam głową.
-Melisa, zatańczysz ze mną?-zapytał Ashton. Czułam jak moje policzki przybierają malinowy kolor.
-Jasne.-powiedziałam i wstałam.
Harry's POV:
-Czemu nie przyszedłeś z Molly, albo Julie? Tylko z tą dziwaczką.-zapytała Cara swoim piszczącym głosem, gdy Ashton i Melisa poszli na parkiet.
-Nie miałbym kasy od starej. Gemma nagadała jej, że na Melisie można polegać.-odpowiedziałem.
-Wygląda na trudną.
-I taka jest.
-Lubisz ją?
-Przez kilka ostatnich dni zacząłem dostrzegać w niej coś innego niż mola książkowego. Jej samo zachowanie jest ciekawe i daje do myślenia, ale nie chcę mieć z nią nic wspólnego.-powiedziałem, a mój wzrok powędrował w stronę Ashton'a i Melisy. Ich ruchy razem ze sobą dobrze grały. Gdybym nie znał Ashton'a powiedziałbym, że pasuje do Melisy. Jego ręce zeszły z jej bioder na uda.
Melisa's POV:
Ashton był bardzo odważny. Gdy muzyka zaczęła intensywniej grać jego ręce oderwały się od moich, aby nakreślić ścieżkę po mojej talii i stanąć na biodrach. Nie wiedziałam, gdzie podziać ręce, więc zarzuciłam mu je na szyję. To dało mu jakby zielone światło i przesunął ręce na moje uda. W ułamku sekundy zostałam odepchnięta od Ashton'a, a na swoim ciele poczułam lód. Gdy zaczęłam kontaktować ze światem, zdałam sobie sprawę, że zostałam popchnięta na tacę z napojami. Przecisnęłam się przez tłum ludzi i zobaczyłam Ashton'a przypartego do ściany przez Harry'ego.
-Harry! Zostaw go!-krzyczałam. Po chwili Liam i Zayn rozdzielili dwójkę. Podbiegłam do Ashton'a.
-Ashton, boli Cię coś?-zapytałam.
-Nie. Jest dobrze.
-Zadzwonić może po kogoś?-martwiłam się o niego.
-Melisa po prostu odejdź.-miałam dość tego całego balu. Wyszłam z sali i poszłam w stronę przystanku autobusowego. Na dworze było chłodno i wiał wiatr. Materiał sukienki przylegał do mojej skóry, a ja trzęsłam się z zimna. W pewnym momencie poczułam na sobie ciepły materiał, a w moje nozdrza uderzył zapach męskich perfum i wody po goleniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Niall'a.
-Co tu robisz?-spytałam
-Ratuję Cię, żebym nie umarła z zimna.
-A Anna?
-Jest na tankowana i nie kontaktuje ze światem.
-Dziękuję.-mówię cicho.
-Odwiozę Cię.
-Niall, nie chce Ci robić problemu.
-A czy kiedyś robiłaś?-podał mi rękę, a ja złączyłam nasze dłonie. Zaś Niall splótł nasze palce, co mnie zdziwiło, bo nigdy odkąd się znamy nie robił takich rzeczy. Gdy już jechaliśmy Niall włączył ogrzewanie, wiedząc jak mi było zimno.
-Dziękuję.-powiedziałam, a on się uśmiechnął. Gdy byliśmy już pod domem podziękowałam Niall'owi i wyszłam z samochodu.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

21 maj 2014

Forever. Chapter 8.

Jak zwykle Louis pocałował mnie w policzek.
-Ty na pewno  tego chcesz?-zapytał gdy wyjechaliśmy zza zakrętu prowadzącego do szkoły.
-Czego?-zapytałam.
-Tego balu. Spędzenia kilku godzin z Harry'm. Ja się martwię, że on Cię może skrzywdzić.
-On mnie nie skrzywdzi. Jest wredny i mnie nienawidzi, ale ja wiem, że gdzie tam w środku... Bardzo głęboko w środku jest w nim trochę dobra. Chociaż odrobinę.
-Wiesz, że ryzykujesz przyjaźń z Natalie?-zapytał kiedy zamykaliśmy drzwi od jego samochodu.
-Tak, Louis. Wiem.-westchnęłam.-Ja i Harry obiecaliśmy sobie, że po tym balu zapomnimy o sobie.
-Wy ze sobą rozmawiacie?-zdziwił się.
-Rozmawialiśmy, gdy szliśmy do dyrektora.-weszliśmy na korytarz, gdzie panował chaos przed balem. Kątem oka spojrzałam na Harry'ego, który, który również na mnie spoglądał. Bezwładnie spuściłam wzrok i ruszyłam w stronę swojej szafki. Wyciągnęłam książki od języka polskiego i poszłam do klasy, w której odbywały się zajęcia.
-Hej.-przywitałam się z Justin'em.
-Cześć Mel.-uśmiechnął się.
-Jak przygotowania do balu? Tak w ogóle z kim idziesz?
-Dosyć dobrze. Z... Idę z Julie.
-Powodzenia chłopie.-poklepałam go po ramieniu, a do klasy wszedł wykładowca.
-Dzień dobry młodzieży. Otworzycie zeszyty i zapiszecie temat: "Warto pomagać chorym dzieciom." Zapisane?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziała cała klasa.
-Waszym dzisiejszym zadaniem jest rozwinięcie wypowiedzi z tematu. Wszyscy zrozumieli?
-Tak.
* * *
Była 4.30pm. nalałam wody do wanny i wzięłam gorącą kąpiel. Gdy wyszłam z wanny zaczęłam lokować włosy, a gdy skończyłam to robić polakierowałam je, aby wytrzymały chociaż do połowy balu. Oczy podkreśliłam kredką i tuszem do rzęs. Pomalowałam paznokcie na czarno i poczekałam gdy lakier wyschnie. Gdy to się stało ubrałam sukienkę i założyłam czarne szpilki, a potem zeszłam na dół. Mama weszła do domu i zmierzyła mnie wzrokiem.
-Ładnie wyglądasz.-powiedziała.
-Dziękuję.-w tym momencie zadzwonił dzwonek.
-Możesz ty otworzyć?-zapytałam i wbiegłam do kuchni. Matka otwarła drzwi, a ja usłyszałam łagodny, ale jak zawsze zachrypnięty głos Harry'ego.
-Dobry wieczór, przyszedłem po Melisę.
-Już wołam.-odpowiedziała moja rodzicielka.-Melisa!-wyłoniłam się z kuchni, a Harry się lekko uśmiechnął. Co? On do mnie? Podeszłam do niego, a on wyciągnął zza siebie czarnego kwiatka na gumce i założył mi go na rękę.
-Skąd wiedziałeś, że czarny?-zapytałam.
-Przeczucie.
-Pa mamo.-powiedziałam wychodząc. Harry wysiadł do samochodu, a ja zaraz za nim. Miałam cichą nadzieję, że może otworzy mi drzwi, ale czego można spodziewać się po Harry'm. Włączył radio, a z głośników zaczęła wydobywać się melodia znanego mi zespołu.-The Fray. Odruchowo wyciągnęłam dłoń w stronę czarnego radia, aby przekręcić "guzik" i lepiej wsłuchać się w piosenkę.
-Nie dotykaj.-warknął Harry. Moja ręka w ułamku sekundy znalazła na kolanie. Styles uśmiechnął się pod nosem z mojego zażenowania i podgłośnił radio.
-Dziękuję.-powiedziałam bezgłośnie.Gdy dojechaliśmy do szkoły i wyszliśmy z samochodu zaczęłam się poprawiać co Harry'ego rozbawiło.
-Chodź.-mruknął gdy ostatni raz przegarnęłam włosy. Szłam dobry kawałek od Harry'ego, ale on się do mnie przysunął.
-Zachowujmy się normalnie, co?-zapytał zdezorientowany.
-Jeżeli będziesz potrafił.-prychnęłam.
-Wiesz, że potrzebuję tych pieniędzy, więc...
-Więc Melisa ma grać tak jak jej zagra Harry Styles, ponieważ on nie opłaci domu. Bla, bla, bla...-przerwałam mu w trakcie zdania.
-Imiona i nazwiska, proszę...-powiedział do nas nieznany wysoki brunet, gdy stanęliśmy przed salą gimnastyczną.
-Harry Styles i...
-Melisa Angel.-znowu mu przerwałam.
-Jest Harold Styles, ale nie Harry.
-To jest to samo ułomie.-warknął Harry. Przyznam, że ta cała zaistniała sytuacja mnie bardzo rozbawiła, więc czekałam kiedy brunet wyda bilety i będziemy mogli płacić, ponieważ nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Meliso proszę od Ciebie dwadzieścia funtów i od Ciebie Harry.-powiedział chłopak. Harry wyciągnął  dwie dwudziestki.
-Za nas obu.-słowa obiły mi się kilka razy o uszy. Lekko go nadepnęłam, co zauważył brunet i uśmiechnął się przenikliwie. Weszliśmy na sale gimnastyczną, a ja od razu na niego napadłam.
-Co to miało znaczyć?-zapytałam na tyle cicho, aby tylko on mógł to usłyszeć.
-Co?
-Przecież to jest całkiem normalne, że płacisz za dziewczynę, której nienawidzisz. Najlepiej zróbmy sobie fotkę i wrzućmy na jakiś portal społecznościowy z dopiskiem "Forever".
-Dziewczyno, wytrzymaj ten jeden wieczór. Mam swoje humory tak samo jak ty i musisz to przez te kilka godzin akceptować.
-Przepraszam...-usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików i jak zwykle zaczęliśmy na siebie warczeć.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ