-Hej.-powiedziałam.
-Jesteś do dupy!-zaczęła na mnie krzyczeć.-Jak mogłaś mi to zrobić?! Całowałaś się z Harry'm. Mówiłaś, że go nienawidzisz. Pamiętasz?! Mówiłaś że on cię nie interesuję. No ale...
-To nie jest ani moja wina ani jego.-przerwałam jej w środku zdania.-To był przypływa emocji. Mój tak samo jak jego. On tego potrzebował.
-Czy ty się słyszysz?-fakt nie brzmiało to zbyt dobrze, no cóż...-Myślałam, że jesteś inna. Myliłam się.-zapadła cisza, którą przerwałam.
-Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć z rzeczy, których robię. Jestem dorosła i nic złego nie zrobiłam. Jasne ty wiesz wszystko lepiej, bo zamiast posłuchać mnie to właśnie masz to w dupie i widzisz tylko swoje własne ja.
-Słuchaj. To jest koniec, Meliso. Miałaś tyle szans, że...
-Jakich szans? O czym ty mówisz?
-Jesteś śmieszna.-powiedziała i wyszła. W momencie się rozpłakałam. Straciłam taką ważną osobę. Straciłam cząstkę mnie.
Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Lou.
-Halo?-odezwałam się.
-Melisa, co się stało?-zapytał słysząc mój łamiący się głos.
-Natalie.-rozpłakałam się bardziej.-Już wszystko wie. Wszystko skończone. Lata przyjaźni. Już ich nie ma.
-Spokojnie. Tylko nie płacz, proszę. Przyjechać?
-Tak. Proszę.
-Za chwilę jestem.-powiedział i się rozłączył. Po 10 minutach Louis wszedł do mojego pokoju.
-Boże, Melisa. Okropnie wyglądasz.-przytulił mnie. Od razu się rozpłakałam. Moje oczy były zakrwione i podkrążone. Włosy stały na wszystkie strony świata, a usta były opuchnięte.-Nie płacz, proszę. To nie twoja wina. Natalie nie potrafiła tego zrozumieć. Nie panowaliście nad sobą.-po bardzo długiej chwili lekko się uspokoiłam. Ciągle pojedyncze łzy spływały mi po twarzy.-A teraz patrz co mam!-krzyknął Louis wyciągając dwa pudełka lodów.
-Louis.-próbowałam się uśmiechnąć.
-Żadnego Louis nie słyszę. Ty się tu spróbuj ogarnąć a ja czekam na ciebie w kuchni.-powiedział zamykając drzwi. Wstałam z łóżka podeszłam do szafy i wyciągnęłam nowe ubrania, ponieważ stare były mokre od łez. Poszłam do łazienki i zaczęłam myśleć nad swoim życiem. Gdyby nie Louis nie wiem co bym ze sobą zrobiła. On zawsze przy mnie był i mnie pocieszał. Był moim aniołem stróżem. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Poszłam do kuchni, ale nie zastałam tam Lou.
-Bu!-usłyszałam za sobą jego głos przez co się przestraszyłam odskakując z miejsca, na którym stałam. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-Nie masz za co.
-Mam. Zostawiłeś Eleanor i przyjechałeś do mnie. Nie chcę żadnych napięć w waszym związku.
-Posłuchaj. To ty jesteś najważniejsza.
-Ale mnie nie poślubisz.
-Kto to wie.-wybuchnęliśmy obydwoje śmiechem. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć, ale nigdy w życiu byśmy się nie pobrali. Poszliśmy do salonu i włączyliśmy TV. Leżałam na nogach Lou, a on bawił się moimi włosami.
-Dlaczego nie każesz mi przestać?-zapytał.
-Polubiłam to.-spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
-Uwielbiam gdy się uśmiechasz.
-Tak?
-Tak.-zaśmiał się.-Jest najpiękniejszy na świecie.
-Bardziej piękny niż uśmiech Eleanor?
-Oczywiście.-znów się zaśmiał.-A teraz może coś zjemy?
-Ja...Ja nie jestem głodna.-skłamałam.
-Nawet nie zjadłabyś pizzy?-wiedział że ją uwielbiam.
-Nie.
-Więc o co teraz chodzi?-spoważniał.
-O nic, Louis. Po prostu nie chcę mi się jeść.
-Uważaj bo uwierzę.-zapadła cisza, a Lou intensywnie nad czymś myślał.-Harry.
-Co?-moje oczy się rozszerzyły.
-Nie chcesz jeść przez niego.
-Louis daj mi spokój.
-Jeżeli coś ci się stanie, uwierz mi zabiję go.
-Nic mi się nie stanie. Nie przesadzaj.-mruknęłam zawieszając wzrok na moich paznokciach.-Zostaniesz na noc?-zapytałam.
-Zostanę.-powiedział i poszedł do kuchni. Cicho westchnęłam. Ruszyłam za nim, aby zobaczyć Louis'a stojącego przy zlewie skubiącego skórki paznokci. Robił, tak zawsze, gdy się denerwował.
-Louis nie denerwuj się.
-Ja się nie denerwuję.
-Zbyt długo cię znam. Nie martw się o mnie, nic mi się nie stanie.-ziewnęłam.
-Chodź. Pójdziemy do twojego pokoju, wykąpiesz się i pójdziemy spać. Jak na dzisiaj przeszłaś trochę zbyt dużo.-wiedziałam, że był na mnie zły, ponieważ nie chciałam jeść. Poszliśmy do pokoju, a ja wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam długi gorący prysznic. Gdy wyszłam zastałam Louis'a zwiniętego w kłębek na moim łóżku. Lekko się uśmiechnęłam. Bardzo się dla mnie poświęcał. Czasami tego nie potrafiłam docenić. Przykryłam go kołdrą i położyłam się obok niego. W sekundzie owinął mnie swoim ramieniem.
* * *
Następnego ranka obudziłam się leżąc na torsie Lou. W momencie wstałam i podeszłam do szafy po ubrania.
-Co się dzieje?-zapytał gdy się obudził przez mój nagły ruch.
-Nie, nic, Przepraszam. Nie chciałam.
-Spokojnie.-uśmiechnął się. Nawet rano z lekko podkrążonymi oczami i potarganymi oczami był przystojny. Eleanor była wielką szczęściarą. Nagle zadzwonił jego telefon.
-To El, przepraszam.-powiedział, a ja kiwnęłam głową, wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przyłożyłam swoje ciało do drzwi, aby słyszeć to co mówi Louis. Wiedziałam, że to nie powinno się zdarzyć ale chodziło o związek mojego przyjaciela.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz