31 gru 2014

Forever. Chapter 15.

-Hej kotku...U Melisy...Tak...Musiałem...Ma ciężki okres w swoim życiu...Nie krzycz...Można powiedzieć, że jestem jej bratem...Nie...Przyjadę...Będę po ciebie na uczelni....Kocham cię. Pa.-Louis się rozłączył, a ja zaczęłam się ubierać. Musiałam zaprzestać ciągłe spotkania z Lou. Inaczej jego związek by się rozpadł. Nienawidziłam Eleanor, ale nie do takiego stopnia. Gdy wyszłam z łazienki, Louis'a nie było w pokoju.
-Louis...-powiedziałam gdy weszłam do kuchni.
-Tak?
-My...Ja myślę, że musimy na jakiś czas dać sobie ze sobą spokój.
-Co?-odwrócił się od lodówki w moją stronę.
-Ja rujnuję twoje życie. Twój związek. Nie masz przeze mnie do nikogo czasu.
-Spokojnie.-przytulił mnie.-Jesteście oby dwie dla mnie ważne. Nie zostawię ani ciebie, ani Eleanor.
-Louis, ale...
-Melisa, nie masz się o co martwić.
-Jedź do niej.
-Kocham cię. Do zobaczenia.
-Pa.-uśmiechnęłam się lekko. Poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i zadzwonił telefon
-Halo?
-Umm...Cześć.-usłyszałam po drugiej stronie zachrypnięty głos.
-Harry?-zapytałam.
-Ta.-Czego on ode mnie chciał?
-Czy...Czy coś się stało?-zdenerwowałam się.
-Nie...Tak...Wpuścisz mnie?
-Co?-zakrztusiłam się własnym oddechem.
-Otwórz mi te cholerne drzwi od balkonu.
-Co?-byłam w szoku.
-Melisa.-zirytował się.
-Już.-odłożyłam telefon i podbiegłam do okna. Otworzyłam je i ujrzałam sylwetkę Harry'ego.
-Co ty tutaj robisz?-wypuściłam nieświadomie wstrzymywane powietrze.
-Możemy wejść?-zapytał.-Nie chcę, aby ktoś nas widział i byłoby niezręcznie.
-Wejdź.-przyciszyłam głos.-Co co chodzi?-usiadłam na łóżku, krzyżując nogi, a Harry obok mnie.
-Melisa. Ja przyszedłem ci to wszystko wytłumaczyć. Ja w ogóle nie wiedziałem co robić. Zmarła najbliższa mi osoba. Byłem zszokowany. Gdy przyszłaś za mną nie wiedziałem co robić. Potrzebowałem tego. No i... No i cię pocałowałem.Powtarzam się z tym, że nie wiedziałem co robić ale teraz już wiem.-powiedział i się nade mną nachylił. Lekko się uśmiechnął. Musnął moje usta swoimi czekając na znak. Coś mnie do niego ciągnęło. Pocałowałam go. Harry zaczął pogłębiać nasze pocałunki. W pewnym momencie się ocknęłam.
-Harry.-odsunęłam się od niego.-Co ty robisz? Co my robimy? Harry, przez to rozpadła się moja przyjaźń z Natalie.
-Ja nie wiem co robię. Ja cię chyba lubię. Gdy jesteś w pobliżu wyczuwam potrzebę bycia obok ciebie.-zaśmiał się.
-Harry, ale ja nie wiem...Nie wiem co ja do ciebie czuję. Czy w ogóle coś czuję.
-Więc? Co robimy?-zapytał
-Nie wiem.-mruknęłam.-Czy my...Czy my możemy jakoś tak wiesz?
-Spróbować jakoś nawiązać ze sobą kontakt czy coś?
-Ta.-jęknęłam.
-Możemy spróbować.
-Więc...
-Ugh...Piona? Żółwik?-zaśmiał się.
-Dobra.-przeciągnęłam.
-To idę.-powiedział i skierował się w stronę balkonu.
-Nie chciałbyś wyjść drzwiami? Wyglądasz jak włamywacz.
-Cii...-zaśmiał się i wyszedł. Co ja przed momentem zrobiłam? Zawarłam coś w stylu "przymierza" z Harry'm? Ja? Bóg mnie opuścił. Czy ja się po raz drugi z nim całowałam? Melisa, idiotko. Dziewczyno co ty robisz ze swoim życiem?
Harry's POV:
Styles czy ty upadłeś na głowę? Jak mogłem powiedzieć, że ją lubię? Czy to było dobrym układem? Ja i ona? Nie. Nigdy. To są dwa inne światy. Fakt, jest pociągająca, ale jeśli zadawałbym się z nią tak jak ona to widzi, to oddaliłbym się od znajomych. Styles, kretynie.
Melisa's POV:
-Hej, Zayn.-powiedziałam do telefonu.
-Hej. Stało się coś?
-Powiedzmy, że potrzebuję się wyluzować.
-Dobrze trafiłaś.-zaśmiał się.-Gdzie jesteś?
-W domu. Za ile będziesz?
-Jestem w okolicy. Za niecałe dziesięć minut.
-Dobra.-zeszłam na dół chwilę po zakończeniu rozmowy i otworzyłam drzwi Malik'owi. Po kilku minutach był w domu.
-Hej.-uśmiechnęłam się, gdy mnie przytulił.
-Byłaś ze Styles'em.-zmierzył mnie wzrokiem.
-Co?-mój głos się podniósł przez co pisnęłam.
-Czuć jego perfumy. Tylko on takich używa.
-No dobra. Tak. Był tu.
-Nie mam więcej pytań.-w duchu dziękowałam Bogu, że Zayn'a nie interesują moje poczynania z Harry'm.
-Idziemy na imprezę.-zaśmiał się i ruszył w stronę mojego pokoju. Gdy już tam był otworzył szafę i wyciągnął ubrania.
-Czekaj.-powiedziałam.
-Co?-zapytał.
-Masz papierosa?
-Jeżeli Louis się dowie, to mnie zabije.-powiedział dając mi paczkę papierosów i zapalniczkę.
-Dzięki.
-Wiesz, że tego nie powinnaś robić.-mruknął.
-Ty tym bardziej.-zaciągnęłam się
-Jesteś zbyt idealna na palenie.
-Kto to mów.-zapadła cisza.-Chcę zrobić sobie tatuaż.
-Dobra daj te papierosy. To był ostatni papieros jakiego dostałaś ode mnie. Ubieraj się. Jestem w samochodzie.-powiedział i podał mi ubrania. Poszłam do łazienki się ubrałam. Trochę mocniej się umalowałam i popsikałam perfumami. Wyszłam z domu i poszłam do samochodu Zayn'a. 
-Wyglądasz zniewalająco.-uśmiechnął się przygryzając wargę, jak to miał w zwyczaju, a ja lekko się zarumieniłam.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

22 gru 2014

Forever. Chapter 14.

Poszłam prosto do domu. Nikogo nie było. Tak myślałam, póki nie weszłam do mojego pokoju. Natalie.
-Hej.-powiedziałam.
-Jesteś do dupy!-zaczęła na mnie krzyczeć.-Jak mogłaś mi to zrobić?! Całowałaś się z Harry'm. Mówiłaś, że go nienawidzisz. Pamiętasz?! Mówiłaś że on cię nie interesuję. No ale...
-To nie jest ani moja wina ani jego.-przerwałam jej w środku zdania.-To był przypływa emocji. Mój tak samo jak jego. On tego potrzebował.
-Czy ty się słyszysz?-fakt nie brzmiało to zbyt dobrze, no cóż...-Myślałam, że jesteś inna. Myliłam się.-zapadła cisza, którą przerwałam.
-Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć z rzeczy, których robię. Jestem dorosła i nic złego nie zrobiłam. Jasne ty wiesz wszystko lepiej, bo zamiast posłuchać mnie to właśnie masz to w dupie i widzisz tylko swoje własne ja.
-Słuchaj. To jest koniec, Meliso. Miałaś tyle szans, że...
-Jakich szans? O czym ty mówisz?
-Jesteś śmieszna.-powiedziała i wyszła. W momencie się rozpłakałam. Straciłam taką ważną osobę. Straciłam cząstkę mnie.
Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Lou.
-Halo?-odezwałam się.
-Melisa, co się stało?-zapytał słysząc mój łamiący się głos.
-Natalie.-rozpłakałam się bardziej.-Już wszystko wie. Wszystko skończone. Lata przyjaźni. Już ich nie ma.
-Spokojnie. Tylko nie płacz, proszę. Przyjechać?
-Tak. Proszę.
-Za chwilę jestem.-powiedział i się rozłączył. Po 10 minutach Louis wszedł do mojego pokoju.
-Boże, Melisa. Okropnie wyglądasz.-przytulił mnie. Od razu się rozpłakałam. Moje oczy były zakrwione i podkrążone. Włosy stały na wszystkie strony świata, a usta były opuchnięte.-Nie płacz, proszę. To nie twoja wina. Natalie nie potrafiła tego zrozumieć. Nie panowaliście nad sobą.-po bardzo długiej chwili lekko się uspokoiłam. Ciągle pojedyncze łzy spływały mi po twarzy.-A teraz patrz co mam!-krzyknął Louis wyciągając dwa pudełka lodów.
-Louis.-próbowałam się uśmiechnąć.
-Żadnego Louis nie słyszę. Ty się tu spróbuj ogarnąć a ja czekam na ciebie w kuchni.-powiedział zamykając drzwi. Wstałam z łóżka podeszłam do szafy i wyciągnęłam nowe ubrania, ponieważ stare były mokre od łez. Poszłam do łazienki i zaczęłam myśleć nad swoim życiem. Gdyby nie Louis nie wiem co bym ze sobą zrobiła. On zawsze przy mnie był i mnie pocieszał. Był moim aniołem stróżem. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Poszłam do kuchni, ale nie zastałam tam Lou.
-Bu!-usłyszałam za sobą jego głos przez co się przestraszyłam odskakując z miejsca, na którym stałam. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-Nie masz za co.
-Mam. Zostawiłeś Eleanor i przyjechałeś do mnie. Nie chcę żadnych napięć w waszym związku.
-Posłuchaj. To ty jesteś najważniejsza.
-Ale mnie nie poślubisz.
-Kto to wie.-wybuchnęliśmy obydwoje śmiechem. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć, ale nigdy w życiu byśmy się nie pobrali. Poszliśmy do salonu i włączyliśmy TV. Leżałam na nogach Lou, a on bawił się moimi włosami.
-Dlaczego nie każesz mi przestać?-zapytał.
-Polubiłam to.-spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
-Uwielbiam gdy się uśmiechasz.
-Tak?
-Tak.-zaśmiał się.-Jest najpiękniejszy na świecie.
-Bardziej piękny niż uśmiech Eleanor?
-Oczywiście.-znów się zaśmiał.-A teraz może coś zjemy?
-Ja...Ja nie jestem głodna.-skłamałam.
-Nawet nie zjadłabyś pizzy?-wiedział że ją uwielbiam.
-Nie.
-Więc o co teraz chodzi?-spoważniał.
-O nic, Louis. Po prostu nie chcę mi się jeść.
-Uważaj bo uwierzę.-zapadła cisza, a Lou intensywnie nad czymś myślał.-Harry.
-Co?-moje oczy się rozszerzyły.
-Nie chcesz jeść przez niego.
-Louis daj mi spokój.
-Jeżeli coś ci się stanie, uwierz mi zabiję go.
-Nic mi się nie stanie. Nie przesadzaj.-mruknęłam zawieszając wzrok na moich paznokciach.-Zostaniesz na noc?-zapytałam.
-Zostanę.-powiedział i poszedł do kuchni. Cicho westchnęłam. Ruszyłam za nim, aby zobaczyć Louis'a stojącego przy zlewie skubiącego skórki paznokci. Robił, tak zawsze, gdy się denerwował.
-Louis nie denerwuj się.
-Ja się nie denerwuję.
-Zbyt długo cię znam. Nie martw się o mnie, nic mi się nie stanie.-ziewnęłam.
-Chodź. Pójdziemy do twojego pokoju, wykąpiesz się i pójdziemy spać. Jak na dzisiaj przeszłaś trochę zbyt dużo.-wiedziałam, że był na mnie zły, ponieważ nie chciałam jeść. Poszliśmy do pokoju, a ja wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam długi gorący prysznic. Gdy wyszłam zastałam Louis'a zwiniętego w kłębek na moim łóżku. Lekko się uśmiechnęłam. Bardzo się dla mnie poświęcał. Czasami tego nie potrafiłam docenić. Przykryłam go kołdrą i położyłam się obok niego.  W sekundzie owinął mnie swoim ramieniem.
* * *
Następnego ranka obudziłam się leżąc na torsie Lou. W momencie wstałam i podeszłam do szafy po ubrania.
-Co się dzieje?-zapytał gdy się obudził przez mój nagły ruch.
-Nie, nic, Przepraszam. Nie chciałam.
-Spokojnie.-uśmiechnął się. Nawet rano z lekko podkrążonymi oczami i potarganymi oczami był przystojny. Eleanor była wielką szczęściarą. Nagle zadzwonił jego telefon.
-To El, przepraszam.-powiedział, a ja kiwnęłam głową, wzięłam  ubrania i poszłam do łazienki. Przyłożyłam swoje ciało do drzwi, aby słyszeć to co mówi Louis. Wiedziałam, że to nie powinno się zdarzyć ale chodziło o związek mojego przyjaciela.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

20 gru 2014

Forever. Chapter 13.

W głowie odtwarzałam sobie kilka razy wydarzenia sprzed paru minut. Całowałam się z Harry'm. Dlaczego? Dlaczego, on to zrobił? Może poniosły go emocje? Może nie potrafił znieść całej tej sytuacji i się w niej odnaleźć? Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk klaksonu. Wstałam z ławki i poszłam do samochodu Liam'a.
-Co się stało?-zapytał Louis, gdy usiadłam na tylni siedzeniu pasażera obok niego. Dlaczego on tak cholernie dobrze mnie znał? Lekko się do niego przytuliłam. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że zdradziłam Natalie.
-W domu się wszystkiego dowiesz.-powiedział na tyle cicho, aby usłyszał to tylko on. Zaczęłam wystukiwać różne rytmy pukając o telefon. Ręka Louis'a znalazła się na moich włosach i zaczęła je targać. Z natury kazałabym mu przestać, ale nie wtedy.
-Dzięki Liam.-powiedziałam gdy zaparkował pod moim domem.
-Nie ma za co. Do zobaczenia.-uśmiechnął się.
-Pa.-starałam się odwzajemnić uśmiech. Weszłam do domu, a za mną Louis. Mamy nie było. Ruszyłam w stronę mojego pokoju. Chciało mi się strasznie płakać. Usiadłam na krawędzi łóżka i utkwiłam wzrok na zdjęciu, na którym byłam ja i Natalie.
-Mel, co się stało?-Louis ukucnął przede mną i chwycił moje dłonie.
-Ja...Boże...Harry...Ja...
-Całowaliście się?-jakby czytał w moich myślach. Przytaknęłam głową i ją spuściłam na dół. Moje oczy się zaszkliły.-Spokojnie.-palcami przejechał po moich dłoniach.
-Louis. Ja zerwałam przyjaźń z Natalie. Ja ją zdradziłam. Zrozum.
-Przecież, nikt nie musi się dowiedzieć.
-Prędzej czy później ona się dowie. Ona mnie zniszczy. Dopiero co lekko odbudowałyśmy ze sobą kontakty. Ja to spieprzyłam. Ja.-płakałam. Louis cały czas trzymając moje dłonie przytulił mnie.
-Masz mnie.-szepnął. Moje uspokojenie się trwało kilka minut.
-Louis, dziękuję.-powiedziałam.
-Za co?
-Za to, że jesteś. Bez Ciebie bym sobie nie poradziła.
-Pamiętaj, że zawsze będę do twojej dyspozycji.-uśmiechnął się i pogładził mój policzek.
* * *
Gdy obudziłam się następnego dnia zastałam Lou u mnie w pokoju.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam.
-Obudziłem się zbyt wcześnie. Pomyślałem, że po Ciebie wpadnę.-powiedział.
-Umm... Okej?-wstałam, podeszłam do szafy i wyciągnęłam ubrania.  Poszłam do łazienki, gdzie szybko załatwiłam to co trzeba. Ubrałam się i wyszłam.
-Wyglądasz jak woda.-skomentował Louis.
-Tej dzięki. Umiesz komplementować.-powiedziałam z sarkazmem. Zeszliśmy do kuchni, gdzie mama jak zwykle popijała poranną kawę.
-Cześć.-mruknęłam.
-Dzień dobry.-powiedziała. Wzięłam jabłko ze stołu i ruszyłam w stronę drzwi.
-Co?-zapytałam Louis'a, gdy ubrałam buty i byłam gotowa do wyjścia, a on podpierał framugę drzwi.
-Nie wyjdziesz stąd.
-Bo?-lekko się zdenerwowałam.
-Bo nie będę patrzył jak się głodujesz.-Louis poszedł do kuchni i wyciągnął z szafki batonik.-Chociaż to zjedz. Proszę.-przewróciłam oczami i wzięłam z jego dłoni batonik.-Coś myślę, że będę tutaj częściej rano przychodził.-powiedział gdy szliśmy na uczelnię.
-Louis. Wiesz przez co przechodziłam w dzieciństwie.-zapadła niezręczna cisza.
-Przepraszam.-powiedział.
-Nie masz za co. Po prostu nie wracajmy to tego jakże interesującego punktu w moim życiu.-powiedziałam szeptem.
W szkole wszystko było inne. Inne i dziwne. Wszyscy nauczyciele byli spokojni i nie krzyczeli na nas. Do Harry'ego każdy podchodził z dystansem. Na każdej lekcji oby dwoje przyłapywaliśmy się na patrzeniu na siebie. Szybko opuszczaliśmy wzrok. Tak w kółko. Skończyliśmy z Lou lekcje. Wychodziłam z nim z szatni.
-Czekaj.-szepnęłam.
-Co?-zapytał.
-Cicho.
-Czy ty chcesz podsłuchiwać rozmowę Styles'a?-szepnął mi do ucha. Przytaknęłam głową. Słyszałam jak Harry wypowiada słowa "Jest idealna", "chyba ją lubię" czy "ma niesamowite oczy".
-Możemy iść?-mruknął do mnie Louis.
-Tak.-złapałam go za rękę i wyszliśmy z uczelni. Przy bramie stała Eleanor? Nie, tylko nie ona. Wiedziałam, że była dziewczyną Lou, no ale cóż nie darzyłam jej sympatią.
-Hej, kotku!-krzyknęła i pocałowała chłopaka. W ułamku sekundy cofnął mi się poranny batonik.
-Hej Melisa.-przytuliła mnie, a ja z niechęcią odwzajemniłam uścisk krztusząc się zapachem jej perfum. Nagle mój telefon za wibrował dając mi znak, że dostałam wiadomość.
-Przepraszam.-powiedziałam do dwójki i odeszłam kawałek, aby przeczytać wiadomość. "Dziękuję, że się starasz. Niedługo Ci to wynagrodzę. Xxx" Nadawcą SMS-a był Louis. "Robię to tylko dla Ciebie."-odpisałam.
-Ja już pójdę.-oznajmiłam dwójce zakochanych.
-Melisa, odwiozę cię.-zaoferował Louis.
-Nie. Dzięki. Nacieszcie się sobą.-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem