-Ja też idę. Pójdziemy razem.
-Nie.
-Dlaczego?-wyszła z kuchni, a ja zostałam nakładając sobie sałatkę.
-Przed 11am muszę być u nauczycielki z Liam'em po kwiaty.
-Liam?
-Nowy chłopak. Jest ze mną w klasie.
-Rozumiem.-poszłam na górę i zaczęłam bawić się etui od telefonu, gdy właśnie zadzwonił. Wyświetlił mi się nieznany numer.
-Halo?-odezwałam się. Usłyszałam znajomy mi głos.
-Melisa potrzebuję Cię.-Gemma.-Przyjedź.
-Gdzie jesteś?
-W domu.
-Zaraz będę.-rozłączyłam się i zbiegłam na dół. Wzięłam bluzę z wieszaka i wybiegłam z domu. Chwyciłam rower i pojechałam w stronę domu Styles'ów. Zadzwoniłam dzwonkiem i otwarł mi nie kto inny, jak Harry.
-Ummm...A ty tu, bo?
-Przyszłam do Gemmy. Wpuścisz mnie?-byłam tak samo zdezorientowana jak on. Oczy Harry'ego były opuchnięte. Starał się je zakryć włosami, ale mu to nie wychodziło, ponieważ miał je związane.
-Tak. Wejdź.-wpuścił mnie i poszedł do swojego pokoju. Weszłam po mahoniowych schodach, ruszyłam w stronę pokoju Gemmy i zapukałam do drzwi.
-Kto tam?-usłyszałam jej głos.
-To ja. Melisa.
-Wejdź.-weszłam do jej pokoju zawieszając wzrok na naszych zdjęciach, a potem na niej. Usiadłam na łóżku i ją przytuliłam.
-Melisa, ja sobie nie poradzę.-zaczęła płakać. Wiedziałam, że chodzi o jej ojca. Gemma i Harry byli z nim bardzo zżyci. Tworzyli wspaniałą rodzinę, dopóki ich ojciec nie odszedł od nich, oznajmiając, że ma inną kobietę.
-Gemma, spokojnie.-starałam się ją uspokoić.
-Melisa, zrozum. Ja i Harry straciliśmy część swojego życia.
-Posłuchaj. To, że waszego ojca nie ma wśród was, nie znaczy, że nie jest z wami duchowo. On nad wami czuwa.
-Ale jego już nie ma.-zaczynała płakać coraz mocniej.
-Gemma, masz mamę, Harry'ego. Masz mnie.
-Dziękuję.
-Nie płacz już.
-Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
-Nie przesadzajmy.-zaśmiałam się.-A Harry? Jak on się czuje?
-Jest bardziej przygnębiony i rozklejony. Z ojcem miał wspólne pasje. Szybkie samochody, ścigacze. Chociaż on od nas odszedł gdy byliśmy jeszcze mali oni wciąż mieli kontakt i byli bardzo zżyci.-czułam, że Harry się zmieni. Trudno będzie mu się podnieść po stracie kogoś tak bliskiego jakim był jego ojciec, ale mu się uda.
-Idziemy do pracy? Musimy powiedzieć komuś, że nas jutro nie będzie.
-Tak.-Gema chwyciła telefon i torbę, a ja ruszyłam za nią po schodach.
-Gdzie idziesz?-zapytał Harry.
-Idziemy do pracy powiedzieć, że nas jutro nie będzie.
-A tej tutaj nie będzie bo?
-Ta tutaj ma imię. Melisa idzie na pogrzeb.-znowu byliśmy z Harry'm zdezorientowani. Lekko popchnęłam Gemmę w stronę drzwi. Dzięki, Bogu zrozumiała.
-Idziemy. Pa.-powiedziała do Harry'ego i wyszłyśmy.
* * *
Obudziłam się o 8am. Zeszłam na dół gdzie była mama.
-Dzień dobry.-powiedziała.
-Cześć.-odpowiedziałam.-Idę się myć. Gdy przyjdzie Louis wpuść go do mojego pokoju.
-Po co Louis?
-Chce iść ze mną na pogrzeb.-wzruszyłam ramionami.
-Dobra.-poszłam do swojego pokoju, chwyciłam ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam głowę. Ogoliłam nogi i pachy. Włosy lekko zakręciłam i umyłam zęby. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. W pokoju, na łóżku siedział Louis w garniturze.
-Pięknie wyglądasz.-przytulił mnie.
-Dziękuję. Ty też niczego sobie.-odwzajemniłam uścisk. Usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi.
-To Liam.-powiedziałam. Zeszliśmy po schodach i otworzyliśmy drzwi chłopakowi.
-Hej-powiedział i mnie przytulił, a Lou przybił piątkę.
-Jedziemy?-zapytałam, na co obydwoje przytaknęli. Wyszliśmy na ulicę i wsiedliśmy do samochodu Liam'a. Po około 15 minutach byliśmy pod domem naszej wychowawczyni. Wyszłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem, a po chwili drzwi zostały otworzone przez panią Salvatore, bo tak miała na nazwisko.
-Witaj. Poczekaj, pójdę po kwiaty.-przywitała się i szybko poszła po kwiaty, zresztą tak samo szybko z nimi wróciła.-Do zobaczenia.-uśmiechnęła się. Weszłam do samochodu i ruszyliśmy. Do kościoła, było dość blisko, więc szybko dotarliśmy bez żadnych utrudnień. Weszliśmy do kościoła i usiedliśmy w przedostatniej ławce. Obrzędy mszy trwały około godziny. Gdy msza się skończyła szybko ustawiliśmy się za rodziną Styles. Doszliśmy do wielkiej "dziury" na cmentarzu. Ksiądz zaczął wygłaszać ostatnią mowę. Anne i Gemma płakały, a Harry trząsł się i co chwilę przegarniał włosy. Trumna zaczęła powoli opuszczać się na dół. Dookoła było słychać tylko szloch i świst wiatru. Gdy trumna leżała już w ziemi zobaczyłam uciekająca postać. Harry.
-Louis, weź kwiaty i idź razem z Liam'em.-szepnęłam do niego. Czułam, że muszę pobiec za Harry'm. Wybiegłam z cmentarza i ruszyłam w stronę parku. Okrążyłam każdy jego zakątek, każdą kryjówkę. Nic. Harry'ego nadal brak. Zrezygnowana szłam w stronę fontanny, aby trochę się rozluźnić. Zobaczyłam odwróconą do mnie tyłem wysoką sylwetkę, z ciemnymi włosami. Miała na sobie czarne rurki i marynarkę. Harry. Wiedziałam, że to on. Podeszłam do fontanny.
-Harry...-szepnęłam siadając obok niego.
-Co-co ty tutaj robisz?-szlochał.
-Jak głupia przychodzę po Ciebie, aby Cię choć odrobinę pocieszyć.-powiedziałam, a moje paznokcie stały się głównym elementem zainteresowania.-Wiem, jak to jest gdy tracisz kogoś bliskiego. Wiem, że trudno jest się pozbierać, ale z czasem się do tego przyzwyczajamy. Wiemy, że Bóg tego chciał.-zapadła długa cisza.-Zresztą...-cicho westchnęłam i wstałam z ławki. Poczułam opór. Reka Harry'ego oplotła mój nadgarstek, przez co się do niego odwróciłam. Staliśmy twarzą w twarz.-Co?-Harry nie odpowiedział. Swoimi zimnymi dłońmi ujął moją rozpaloną twarz, dzięki czemu się wzdrygnęłam. Czułam jak jego serce nie równo bije, a jego oddech oplatał moją szyje. Jego wzrok skierował się na mnie, a później na moje usta. W ułamku sekundy, nasze usta złączyły się. Właśnie w tym jednym ułamku sekundy straciłam rozum. Wiedziałam, że nie mogę całować się z chłopakiem, którego nienawidziłam. Po chwili Harry oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
-To nie powinno się stać.-powiedział i odszedł. Po prostu odszedł. Stałam przy fontannie nie wiedząc co mam zrobić. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę.
-Pięknie wyglądasz.-przytulił mnie.
-Dziękuję. Ty też niczego sobie.-odwzajemniłam uścisk. Usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi.
-To Liam.-powiedziałam. Zeszliśmy po schodach i otworzyliśmy drzwi chłopakowi.
-Hej-powiedział i mnie przytulił, a Lou przybił piątkę.
-Jedziemy?-zapytałam, na co obydwoje przytaknęli. Wyszliśmy na ulicę i wsiedliśmy do samochodu Liam'a. Po około 15 minutach byliśmy pod domem naszej wychowawczyni. Wyszłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem, a po chwili drzwi zostały otworzone przez panią Salvatore, bo tak miała na nazwisko.
-Witaj. Poczekaj, pójdę po kwiaty.-przywitała się i szybko poszła po kwiaty, zresztą tak samo szybko z nimi wróciła.-Do zobaczenia.-uśmiechnęła się. Weszłam do samochodu i ruszyliśmy. Do kościoła, było dość blisko, więc szybko dotarliśmy bez żadnych utrudnień. Weszliśmy do kościoła i usiedliśmy w przedostatniej ławce. Obrzędy mszy trwały około godziny. Gdy msza się skończyła szybko ustawiliśmy się za rodziną Styles. Doszliśmy do wielkiej "dziury" na cmentarzu. Ksiądz zaczął wygłaszać ostatnią mowę. Anne i Gemma płakały, a Harry trząsł się i co chwilę przegarniał włosy. Trumna zaczęła powoli opuszczać się na dół. Dookoła było słychać tylko szloch i świst wiatru. Gdy trumna leżała już w ziemi zobaczyłam uciekająca postać. Harry.
-Louis, weź kwiaty i idź razem z Liam'em.-szepnęłam do niego. Czułam, że muszę pobiec za Harry'm. Wybiegłam z cmentarza i ruszyłam w stronę parku. Okrążyłam każdy jego zakątek, każdą kryjówkę. Nic. Harry'ego nadal brak. Zrezygnowana szłam w stronę fontanny, aby trochę się rozluźnić. Zobaczyłam odwróconą do mnie tyłem wysoką sylwetkę, z ciemnymi włosami. Miała na sobie czarne rurki i marynarkę. Harry. Wiedziałam, że to on. Podeszłam do fontanny.
-Harry...-szepnęłam siadając obok niego.
-Co-co ty tutaj robisz?-szlochał.
-Jak głupia przychodzę po Ciebie, aby Cię choć odrobinę pocieszyć.-powiedziałam, a moje paznokcie stały się głównym elementem zainteresowania.-Wiem, jak to jest gdy tracisz kogoś bliskiego. Wiem, że trudno jest się pozbierać, ale z czasem się do tego przyzwyczajamy. Wiemy, że Bóg tego chciał.-zapadła długa cisza.-Zresztą...-cicho westchnęłam i wstałam z ławki. Poczułam opór. Reka Harry'ego oplotła mój nadgarstek, przez co się do niego odwróciłam. Staliśmy twarzą w twarz.-Co?-Harry nie odpowiedział. Swoimi zimnymi dłońmi ujął moją rozpaloną twarz, dzięki czemu się wzdrygnęłam. Czułam jak jego serce nie równo bije, a jego oddech oplatał moją szyje. Jego wzrok skierował się na mnie, a później na moje usta. W ułamku sekundy, nasze usta złączyły się. Właśnie w tym jednym ułamku sekundy straciłam rozum. Wiedziałam, że nie mogę całować się z chłopakiem, którego nienawidziłam. Po chwili Harry oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
-To nie powinno się stać.-powiedział i odszedł. Po prostu odszedł. Stałam przy fontannie nie wiedząc co mam zrobić. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ